Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

Maj 25, 2020 | Imieniny: Grzegorza, Urbana, Magdaleny

Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Moje rzymskie spacery

Moje rzymskie spacery

| Dnia 17, Maj 2020

Mirosława Jeske z Pabianic jest wielbicielką Włoch i wszystkiego co związane z tym śródziemnomorskim krajem, który odwiedziła już 9 razy. Bardzo za nim tęskni. Zanim tam powróci, chce nam opowiedzieć o spacerach po ukochanym Rzymie.

Czas pandemii. Napływały do nas niepokojące wieści z Włoch. Śledziłam każdą informację i zdjęcia pustych miast. Szczególnym smutkiem napawały mnie fotografie Rzymu – puste ulice, place i wszystkie dobrze znane mi miejsca, gdzie nieraz złorzeczyłam na tłumy turystów. Zawsze chciałam przejść tamtędy, nie przeciskając się między ludźmi Nagle zapragnęłam znaleźć się tam, przespacerować doskonale znanymi mi brukowanymi uliczkami, posłuchać szumu fontann, zajrzeć do gwarnego baru na łyk espresso i cornetto czy po prostu usiąść i popatrzeć na ludzi lub Tyber, który widział niejedno.

Mam w Rzymie swoją ulubioną trasę spacerową. Oczywiście lubię chodzić bez celu, powoli i zapuszczać się w nieznane mi zakątki i mieć oczy szeroko otwarte. W tym fascynującym mieście wszystko dosłownie krzyczy o uwagę. Ale mam kilka miejsc, które ukochałam szczególnie i zawsze muszę zobaczyć je przynajmniej raz podczas pobytu w stolicy Italii.

Zazwyczaj nocuję w okolicach dworca Termini, więc codziennie tam zaczynam swój spacer. Lubię zajrzeć do mijanego baru, zaopatrzyć się w świeże rogaliki, przysiąść na placu z tyłu bazyliki Santa Maria Maggiore. To doskonały punkt do obserwacji ludzi – mieszkańców Rzymu przemykających tędy do pracy czy turystów biegnących z walizkami na pociąg. Kiedy już skończę śniadanie, idę jeszcze popatrzeć na fasadę kościoła i jedną z bocznych uliczek wyruszam dalej na spacer śladami historii. Kiedy skręcam w dość ruchliwą Via Cavour, widzę w oddali majestatyczne ruiny Forum Romanum, ale nie pędzę tam od razu. W połowie drogi skręcam w lewo, najpierw muszę przywitać się z Koloseum. Olbrzymią budowlę widać doskonale, ledwo wyjdę zza rogu. Kiedy już zejdę dobrze ukrytymi schodami na plac pod amfiteatrem, nie jestem w stanie wytrzymać zbyt długo w gwarnym tłumie, więc ruszam wzdłuż Via dei Fori Imperiali, żeby popatrzeć na ruiny dawnych forów i wreszcie dojść do ogromnego, majestatycznego Altare della Patria, czyli Ołtarza Ojczyzny z konnym pomnikiem pierwszego króla zjednoczonych Włoch Wiktora Emmanuela II i grobem nieznanego żołnierza. Nie sposób go przeoczyć – cały z białego marmuru, jest widoczny z daleka.

Zanim wyruszę dalej swoim szlakiem, zbaczam nieco, obchodzę marmurowego kolosa i wchodzę po schodach na Campidoglio, mijam cesarza Marka Aureliusza i idę choćby przez krótki moment popatrzeć z góry na Forum Romanum. Zawsze zazdroszczę tego widoku urzędnikom miejskim pracującym w budynku na Kapitolu. Szybko jednak wracam na dawną trasę, skręcam w ulicę po lewej stronie Vittoriano i już za chwilę jestem na Largo di Torre Argentina, zwane potocznie Kocim Forum. Tutaj jest królestwo bezpańskich mruczków, będących pod opieką fundacji. Nie przeszkadzam rezydentom starożytnych ruin i pędzę dalej na spotkanie z Panteonem. Zawsze jestem pełna podziwu dla geniuszu starożytnych, że potrafili stworzyć kopułę, która przetrwała do naszych czasów. Jeśli jakimś cudem akurat nie ma długiej kolejki przed wejściem, wpadam na chwilkę do środka, gdzie jedyne światło, to promienie słoneczne wdzierające się przez oculus na szczycie kopuły. Częściej jednak idę dalej, bo nie chcę tracić czasu na stanie w kolejce. Pomiędzy kamienicami docieram wreszcie na Piazza Navona, charakterystyczny plac w kształcie elipsy, ze słynną Fontanną Czterech Rzek. Doskonale znany nam plac powstał na ruinach starożytnego Cyrku Domicjana, stąd jego osobliwy kształt. Dalsza trasa wiedzie przez niepozorną uliczkę, tuż obok słynnego Pasquino – jednego z wielu mówiących posągów. Zawsze zastanawiam się, co ciekawego powiedziałby mi dzisiaj. Może nie rozumiem, a może posąg zwyczajnie milczy Skoro nie chce rozmawiać, idę dalej wzdłuż Via del Governo Vecchio, obok mojej ulubionej pizzerii da Baffetto. Wieczorem wrócę tu na najlepszą pizzę w mieście

Wreszcie przychodzi moment, na który zawsze czekam, jak małe dziecko na gwiazdkowy prezent – zza rogu wyłania się mój ukochany Zamek Świętego Anioła wraz z mostem o tej samej nazwie, na którym stoi 10 Aniołów dzierżących symbole męki Chrystusa. Przyglądam się dokładnie każdemu z nich, czy od ostatniego spotkania nic się nie zmieniło. Kiedy przejdę już na drugą stronę Tybru i odwrócę się w lewo, widzę chyba najbardziej rozpoznawalną kopułę na świecie, tę na Bazylice św. Piotra i wiodącą do niej Via della Conciliazione. Oczywiście tam też muszę pójść. Krótka chwila i już jestem na terenie najmniejszego państwa na świecie. Najbardziej lubię przychodzić tu wieczorem, kiedy plac pustoszeje. Lubię wtedy przysiąść na chwilę pod jedną z kolumn i słuchać szumu fontanny. Do hostelu wracam tą samą drogą. Wieczne Miasto nocą jest jeszcze piękniejsze. Kiedy wyjadą stąd grupy turystów, wtedy odsłania się przed nami w całej okazałości. Wtedy można poczuć oddech historii i tysiące lat zamknięte w mijanych ruinach.

Czasami zbaczam z mojej trasy i idę zobaczyć Fontannę di Trevi i Schody Hiszpańskie, ale nie przepadam za tą częścią miasta, zawsze się w niej gubię. Choć bardzo lubię Piazza del Popolo z bliźniaczo podobnymi kościołami oraz prowadzącą do niego cichą Via Margutta. Uwielbiam też spacery uliczkami Trastevere i panoramę miasta widzianą ze wzgórza Gianicolo.

W tym ciężkim czasie tęsknota za Rzymem bardzo się nasiliła. Kiedy tylko będzie to możliwe, kupię bilet i polecę tam, choćby na krótki spacer. Obiecuję też nie narzekać na tłumy turystów. Mam nadzieję, że do Włoch szybko wróci normalność i dane mi będzie znów pojechać tam i cieszyć się ich pięknem.

Po więcej opowieści o słonecznej Italii zapraszam na moją stronę www.wsandalachprzezitalie.blogspot.com

Wstaw komentarz