Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Przewiń do góry

Góra

Brak komentarzy

Wigilia u hrabiego Aleksandra

Wigilia u hrabiego Aleksandra

| Dnia 25, Gru 2020

W XIX wieku dobra dłutowskie należały do rodziny Kamockich. We dworze przy obecnej ulicy Bełchatowskiej mieszkał hrabia Aleksander z rodziną. Cofniemy się w czasie i podejrzymy, jak wyglądały szlacheckie święta w naszym powiecie.

Tak wyglądał dwór w Dłutowie

Modrzewiowy dworek został wzniesiony w 1885 roku przez Kamockich herbu Jelita. Aleksander Kamocki (ur. 1810 w Węgrzynowicach, zm. 1887 w Warszawie) był pierwszym polskim dziedzicem folwarku i lasów dłutowskich, który na stałe mieszkał we wsi. Żył tutaj prawie 35 lat, od 1850 roku. Gdzie więc hrabiostwo przebywało wcześniej, przed 1885 rokiem? Wiadomo, że w Dłutowie stał wcześniej inny dwór, w którym mieszkali Kamoccy. Nie dotarliśmy jednak do informacji, jak wyglądał i czy usytuowany był w tym samym miejscu.

Budynek z 1885 roku był parterowym, drewnianym pałacykiem z czterospadowym dachem i zbudowanym od frontu gankiem. Znajdował się w nim salon, pokoje gościnne, sypialnie, jadalnia, kuchnia i inne pomieszczenia. W salonie były wysokie okna oraz meble z ciemnego drewna wykończone brązem i skórzanymi obiciami. Stał starodawny, długi fortepian i kominek. Na ścianach wisiały obrazy i rysunki przedstawiające historię naszego kraju. Na postumentach znajdowały się popiersia królów polskich. W sypialni stało wielkie łoże w starym stylu, a z sufitu zwisał ogromny, ciężki, brązowy żyrandol. Dwór otaczał piękny park z cennymi okazami roślin i okazałych dębów (pomników przyrody). W pobliżu znajdował się sad. Przed gankiem znajdowały się klomby kwiatów i bzy. Chmary gołębi przechadzały się po trawnikach. W okolicy roznosiły się głosy zwierząt – gdakanie kur, pianie kogutów i gulgot indyków. Przy wejściu odpoczywały pańskie psy. Do zespołu dworskiego należały także zabudowania gospodarcze i oficyna.

W latach 20. XX wieku w majątku przebywała sanitariuszka wojny polsko-bolszewickiej Aniela Nawrocka, o której pisaliśmy w artykule na Święto Niepodległości. W 1939 roku we dworze stacjonował sztab gen. Wiktora Thommée’a, dowódcy Grupy Operacyjnej „Piotrków”.

Szlachecka Gwiazdka

Boże Narodzenie było głównym świętem we dworze Kamockich. Najważniejsza była oczywiście wieczerza. Przygotowywała ją służba wraz z gospodynią Celestyną Kamocką (pochowana wraz z synem Kazimierzem na dłutowskim cmentarzu, grób nie przetrwał do dziś). Pan domu zajmował się przygotowaniem stołu. W rogu pokoju stawiał żytni snopek, który zapewnić miał obfitość przyszłorocznych plonów. Gdy na niebie pojawiała się pierwsza gwiazdka, zaczynano kolację.

Zasiadano według wieku – Aleksander, Celestyna, a następnie ich dzieci: Zofia z mężem Wojniczem, Jadwiga z mężem Gostomskim, Waleria z mężem Myszkowskim oraz syn Stanisław, dziedzic Węgrzynowic. Liczba osób znajdujących się przy świątecznym stole musiała być parzysta. Nieparzysta była zapowiedzią nieszczęścia i śmierci jednego z domowników. Gdy biesiadników brakowało, zapraszano kogoś z folwarcznego nadzoru. Przełamywanie się opłatkiem rozpoczynali gospodarze.

Gdy jedzono groch, goście w ślad za Kamockim podrzucali ziarenka, co miało gwarantować pomnożenie dobytku. Po zakończonej wigilii hrabia zbierał siano ze stołu i roznosił je koniom, wołom i krowom. Wierzono, że w Wigilię zwierzęta otrzymują dar mówienia ludzkim głosem.

U Kamockich było głośno i wesoło. Czeladź pod oknami śpiewała kolędy. Dzieci dostawały upominki. Prezenty chowano pod obrus – niemiecki zwyczaj ubierania choinki nie był jeszcze popularny w Polsce. O północy udawano się na pasterkę.

W tamtych czasach święta były białe. Na zewnątrz trzaskał mróz, a z nieba leciały płatki śniegu…

Co jedzono na wigilii?

Pani domu wraz ze swoją służbą od rana zajmowała się przygotowywaniem potraw. Nic nie jedzono aż do świątecznej kolacji – wcześniej posiliły się jedynie dzieci i mężczyźni. Najmłodsi cieszyli się śledziami i polewką piwną, panowie dostawali groch i żur.

Obrzędowymi daniami wigilijnymi był kisiel i kucyna. Pierwsza potrawa powstawała poprzez gotowanie mąki owsianej z wodą. Przysmak tężał w misie, a później podawano go z mlekiem makowym. Tzw. kucyna była gotowanym na gęsto jęczmieniem, z dodatkiem miodu i maku. Deser stawiano w ważnym miejscu, w rogu izby za stołem. Pierwszym daniem wigilijnym był groch. U Kamockich podawano także ryby, kaszę gryczaną, gruszki i pszenne kluski, oczywiście z makiem.

Rodzinna awantura z szablą w tle

Pewnego świątecznego razu do dłutowskiego dworu przybył Torosiewicz, kuzyn gospodyni. Podzielił się opłatkiem z Kamockimi. W pałacyku zapanowała iście rodzinna atmosfera. Następnego dnia wszyscy wybrali się do kościoła. Złożyli podarunki dla Antoniego Tońskiego, tutejszego proboszcza. Dziedzice przynieśli owies do poświęcenia. Po powrocie do pałacyku rodzina spędzała wesoło czas na rozmowach i opowieściach.

Gdy gość Kamockich wypił dwie kwarty miodu, podpity nieopatrznie palnął, iż słyszał, że Ignacy (brat Aleksandra) pochodzi z nieprawego łoża. Urażony tą zniewagą hrabia złapał za szablę wiszącą na ścianie. Mimo że nieraz kłócił się ze swoim krewniakiem, nie mógł znieść tak hańbiącej opinii. Przed zemstą wściekłego Kamockiego powstrzymał syn i żona.

Przestraszony przybysz przyznał, że kłamał i na resztę dnia zamilkł. Dobry nastrój prysł. Aleksander próbował opowiadać o polowaniach, lasach i folwarku. Torosiewicz przenocował i rankiem wyruszył w drogę powrotną. Właściciel Dłutowa ucieszył się takim obrotem spraw i miał podsumować: „Gość i ryba trzeciego dnia cuchną”.

Upadek dziedzictwa

W 1888 roku dobra dłutowskie przypadły rodzinie Aleksandra. W 1895 roku majątek sprzedano na publicznym przetargu przy Sądzie Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Folwark kupił Żyd, Berek Jakowlowicz Grzywacz. Gospodarował w Dłutowie 12 lat. W 1907 roku folwark przejęła jego córka Bajla Trajda Trunk. Po 5 latach nieudanych prób zarządzania majątkiem sprzedała dobra Karolowi Eisertowi, znanemu łódzkiemu przedsiębiorcy i fabrykantowi.

 

 

W 1996 roku zabytek kupił znany biznesmen, co było początkiem jego upadku. Pałacyk przetrwał obie wojny światowe (m.in. z oryginalnymi podłogami i okiennicami), komunizm (we dworze funkcjonowało dawniej np. przedszkole, budynek służył także jako dom mieszkalny), nie przetrwał jednak 10 lat zaniedbań właściciela. Rozebrano go w 2011 roku.

Klaudia Kardas

foto: Starostwo, Joanna Kupś

źródła: Z. Tobjański, Dzieje Dłutowa i wsi okolicznych, Towarzystwo Miłośników Dłutowa 2004. Towarzystwo Miłośników Dłutowa, Kroniki Gminy Dłutów z lat 1997-2020.

Wstaw komentarz