• Cztery dni przed sylwestrem członkowie i sympatycy Klubu Turystyki Pieszej „Aaron” PTTK Pabianice spędzili czas na wędrówkach w paśmie Babiej Góry. Na bazę wypadową wybrali schronisko Markowe Szczawiny.

    W poświąteczny poniedziałek turyści z Pabianic wyruszyli samochodami w stronę Beskidu Żywieckiego. Po przybyciu do Zawoi Markowej pieszo zielonym szlakiem dotarli do schroniska PTTK na Markowych Szczawinach, polanie położonej na północnych stokach Babiej Góry (wysokość 1180 m n.p.m.).

    – Było już ciemno, ale latarki oświetliły nam stromy, ośnieżony szlak – wspomina Aleksander Duda, prezes pabianickiego klubu.

    W schronisku turyści posilili się kwaśnicą.

    Schronisko na Markowych Szczawinach powstało w 1906 roku staraniem Oddziału Babiogórskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, z inicjatywy i pod kierunkiem Hugo Zapałowicza. Po wielu przebudowach prawie 70 turystów mogło przespać się w pokojach i na werandzie. Niestety, po latach zły stan budynku spowodował, że musiano rozebrać drewniane schronisko. W 2010 roku otwarto nowe, murowane. O historii schroniska i turystyki w paśmie Babiej Góry można się dowiedzieć z ciekawej wystawy Babiogórskiego Ośrodka Historii Turystki Górskiej, która jest do zwiedzania w domku na polanie. Dowiemy się z niej, że 22 marca 1933 roku na Babiej Górze powstał rezerwat. Aktywnie w akcję ochrony przyrody włączył się też profesor Władysław Szafer z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dzięki niemu i wielu innym miłośnikom przyrody 30 października 1954 roku utworzono Babiogórski Park Narodowy. Dodajmy, że przyroda w Beskidach jest wyjątkowa, występuje tu bowiem piętrowy układ roślinności. Na szczycie mamy rumowisko skalne z roślinami wysokogórskich hal.

    Na drugi dzień pabianiczanie ruszyli na Diablak (1725 m n.p.m.), najwyższy szczyt pasma. Po dotarciu na przełęcz Brona (1408 m n.p.m.) podziwiali widok na masyw Babiej Góry.

    Babia Góra jest piękna i groźna, jak na królową Beskidów przystało. Wysokie partie masywu cechują się zmiennością warunków pogodowych i zjawisk atmosferycznych. Częste są tutaj załamania pogody.

    – Teren odkryty. Dużo turystów, którzy wydeptali szlak, przez to było bardzo ślisko. Zbliżając się do Diablaka, było coraz mniej roślinności. Bardzo wiało. Chmury zasłaniały i odsłaniały szczyt co kilkanaście sekund. Przeżyliśmy zaczarowany spektakl dla miłośników gór – mówi Jan, uczestnik wyprawy.

    Pobyt na szczycie trwał zaledwie kilkanaście minut, bo ostro wiało. Po zrobieniu pamiątkowych zdjęć zdobywcy zaczęli schodzić.

    – Było bardzo niebezpiecznie, gdyż miejscami niezwykle stromo i ślisko. Kilka razy musiałem zjeżdżać na tyłku – opowiada.

    Po sześciu godzinach pabianiczanie powrócili do schroniska. Wieczorny gorący posiłek w bufecie przywrócił siły.

    Schroniskowy bufet i jadłodajnia to ulubione miejsce spotkań turystów. Na ścianie umieszczona jest interesująca wystawa „Ściana mocy” z pamiątkami po himalaistach. Są zdjęcia, autografy, czekany, butle na tlen, między innymi Jerzego Kukuczki, Wandy Rutkiewicz, Janusza Gołąba, Ryszarda Pawłowskiego, Piotra Pustelnika, Simone Moro.

    – Edward Hudziak, który prowadził schronisko, miał pomysł na założenie Muzeum Pamięci Polskich Himalaistów – wspomina córka Izabela Hudziak, która obecnie prowadzi placówkę wraz z siostrą Katarzyną Marek i jej mężem Łukaszem. – Tata przyjaźnił się ze zdobywcami gór, zginął tragicznie w Andach. Przed pandemią koronawirusa mieliśmy w naszym schronisku spotkania podróżnicze z himalaistami. Były niezapomniane, gdyż słuchacze często na drugi dzień wraz z legendami gór wyruszali na Babią Górę. Niedługo chcemy wrócić do tych spotkań.

    Trzeci dzień wyprawy przyniósł ocieplenie. Zejście czarnym szlakiem i niebieskim do Zawoi zrobiło niezłe wrażenie.

    – Po drodze weszliśmy na Polanę Kaczmarczykową. Okno pogodowe pozwoliło oglądać Zawoję i Babią Górę w pełnej okazałości – dzieli się wrażeniami Jan Duda.

    Zawoja jest największą wsią w Polsce. Rozciąga się wzdłuż potoku Skawica na odcinku 18 kilometrów. Do końca XIX wieku była wsią rolniczo-pasterską. Zawoja, po odkryciu przez Hugo Zapałowicza walorów turystycznych tych okolic, zaczęła rozwijać się jako wieś letniskowa. Pomnik Zapałowicza i Szafera można obejrzeć w jej centrum.

    Po powrocie do schroniska wieczorny czas turyści przeznaczyli na integrację z poznanymi właśnie innymi miłośnikami gór.

    Czwarty dzień to… śniadanie z jajecznicą, a także wzruszające pożegnanie z miłymi gospodarzami i pracownikami oraz zejście do Zawoi.

    – I znów niebezpieczna trasa. Oblodzony szlak będzie długo pamiętany po kilku wywrotkach. Pasmo Babiej Góry tak nas jednak oczarowało, że powrócimy tutaj w niedługim czasie – obiecali sobie turyści.

    Udostępnij