• Poukładanie sobie wszystkiego w głowie jest najważniejsze, a reszta to tylko efekt konsekwencji – twierdzi pabianiczanin Dariusz Banaszkiewicz, sportowiec i kulturysta, który 11 czerwca zdobył mistrzostwo Europy w federacji WFF Internationalle.

    Dariusz Banaszkiewicz ma 38 lat i pochodzi z Pabianic. Ukończył ZS nr 1 z tytułem technik mechanik i studia licencjackie na wydziale stosunków międzynarodowych. Interesuje się szeroko pojętym rozwojem osobistym, możliwościami biznesowymi, rynkiem nieruchomości, relacjami społecznymi i sportem. Czyta dużo książek popularno-naukowych i poradników. Obecnie prowadzi firmę budowlano-dekoracyjną.

    Ostatnio zasłynął jednak nie jako biznesmen, a zdolny sportowiec i kulturysta. W czerwcu zdobył mistrzostwo Europy w federacji WFF Internationalle w kategorii Athletic do 85 kg. 

    Jakie sukcesy ma pan już na swoim koncie?

    W tym roku, jako debiutant, wystartowałem w zawodach krajowych. Pierwsze starty na tzw. „przetarcie” i od razu sukcesy! Czwarte miejsce w mistrzostwach Polski federacji PCA w kategorii classic BB do 85 kg, wicemistrzostwo Polski i trzecie miejsce w federacji NABBA / WFF w kategorii bodybuilding do 85 kg, trzecie miejsce w mistrzostwach Polski federacji IBFF & WPF w classic bodybuilding do 85 kg i ostatnie, mistrzostwo Europy w federacji WFF Internationalle, w kategorii athletic do 85 kg. 

    Dlaczego sport? Kiedy to się zaczęło?

    Sportem interesuję się od dziecka. Najpierw piłka nożna i gra w PTC, potem kilka lat koszykówka i amatorska liga, piłka ręczna w Włókniarzu… Parałem się też ciężarami i siłownią. Zaraził mnie tym starszy brat Marcin. To już będzie około 18 lat. Do podnoszenia ciężarów i treningów siłowych wróciłem na stałe ponad 6 lat temu. W pewnym momencie zaniedbałem się fizycznie i mentalnie. Od tego czasu szlifowałem swoją formę, co pozwoliło mi na zrzucenie ponad 30 kg.

    Jak wyglądały początki sportowej drogi?

    Przygoda z siłownią i kulturystyką rozpoczęła się walką o zdrowie. Zrzucenie nadwagi, zrezygnowanie z nałogów – takich typowych spraw, które toczą 90% ludzi. Weekendowe grille zakrapiane alkoholem, papierosy, objadanie się czy nocne potyczki z lodówką (śmiech). Moje początki to głównie walka wewnętrzna z własnymi przyzwyczajeniami, stereotypami myślowymi, z pokusami. Niekiedy nawet ze znajomymi, którzy, niestety, nie wspierają takich postaw, hołdują zabawie i spędzaniu czasu w sposób, nazwijmy to „towarzyski”. Poukładanie sobie wszystkiego w głowie jest najważniejsze, a reszta to tylko efekt konsekwencji.

    Jak przebiegają treningi?

    Wszystko zależy od mikrocyklu, który aktualnie wykonuję. Trenuję od 5 dni w tygodniu + treningi cardio w okresie przygotowawczym do startów, przynajmniej jeden dziennie. Obłożenie treningowe przed występami to zwykle dwa treningi dziennie.

    Które z osiągnięć jest dla pana szczególnie ważne?

    Każde z tych osiągnięć jest na swój sposób szczególne. Czwarte miejsce w mistrzostwach Polski to był zalążek, mobilizacja do dalszej pracy i wysłanie mnie przez sztab trenerski na obycie ze sceną. Ostatnie mistrzostwo Europy jest sukcesem największym, bo kompletnie nieoczekiwanym, i najbardziej wiarygodnym, bo w panelu sędziowskim znajdują się osoby z różnych krajów, co  pozwala na ocenianie jedynie walorów sylwetki. 

    Co jest najtrudniejsze w życiu sportowca?

    Bywają dni, że nie chce się kompletnie realizować zadań treningowych. Zmęczenie i brak motywacji potrafią się wkraść w najmniej oczekiwanym momencie. Sytuacje osobiste i zawodowe oraz natłok różnych spraw nie pomagają, a przytłaczają. Okres przygotowawczy do startów w zawodach jest dużym stresem dla organizmu i otoczenia. Niekiedy chodzi się nerwowym i głodnym, o czym doskonale wiedzą moi współpracownicy w firmie (śmiech). I w tym miejscu dziękuję im za każde wparcie i wyrozumiałość. Smak rywalizacji jednak skutecznie pozwala zapomnieć o tych trudnościach.

    A co najpiękniejsze?

    Jako debiutant nie potrafię jeszcze precyzyjnie określić, co jest najpiękniejsze. Cały ten klimat, dreszczyk emocji, niepewność i chęć rywalizacji – to na pewno coś, czego nie da się opisać i zapomnieć. Wygrana w ME i łzy szczęścia z niedowierzenia i zaskoczenia były, póki co, dla mnie najpiękniejszymi chwilami.

    Za co jest pan wdzięczny?

    Rodzinie i współpracownikom firmy DARK-ROLL za cierpliwość i zaangażowanie. Mojemu sztabowi trenerskiemu, wszystkim znajomym i kibicom za to, że obserwowali moje zmagania i trzymali za mnie kciuki. Bardzo im dziękuję.

    Jakie plany i cele na przyszłość?

    Wraz z moim sztabem trenerskim, Anną Angelloni-Wójcik i Leszkiem Michalskim, celujemy w przyszłym roku w obronę tytułu ME. Spróbujemy też powalczyć o tytuł MŚ. 

    Czego panu życzyć?

    Zdrowia i pomyślności, bo to jedyne co w życiu jest ważne. Resztę można osiągnąć pracą, konsekwencją, dyscypliną.

    I niech tak właśnie będzie. Dziękujemy za rozmowę.

    rozmawiała: Klaudia Kardas

    foto: zbiory własne

    Udostępnij