• 22-latka zginęła w wypadku samochodowym. Pogrążona w bólu rodzina i przyjaciele pytają: „DLACZEGO?”.

    Dlaczego doszło do tego wypadku?
    Takie pytanie zadają sobie bliscy, przyjaciele i znajomi zmarłej tragicznie pabianiczanki – 22-letniej Martyny. W mediach społecznościowych, gazetach lokalnych, a nawet w radiu pojawiły się komunikaty z prośbą o kontakt świadków i innych osób, które mają jakieś informacje dotyczące tego zdarzenia. Rodzina apeluje również do mieszkańców Pabianic i okolic: „Szukamy świadków zdarzenia. Osób, które mogłyby udzielić jakichkolwiek informacji. Chcemy uporządkować sobie wydarzenia i spróbować wyjaśnić, dlaczego doszło do tego wypadku”.

    Okoliczności bada łódzka prokuratura. Z dotychczasowych ustaleń Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi wiadomo, że do wypadku doszło w niedzielę (8 stycznia) o godzinie 0.51 w nocy. W al. Włókniarzy na wysokości budynku nr 221 kierujący BMW 21-letni pabianiczanin stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na pas rozdzielający jezdnie i uderzył w betonowy słup trakcji tramwajowej (Kierowca trafił do szpitala, jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Był trzeźwy). Niestety, w wyniku uderzenia i odniesionych obrażeń śmierć na miejscu poniosła pasażerka, mieszkanka Pabianic – Martyna.

    Opowiada Gaja, wieloletnia przyjaciółka Martyny, która jako jedna z pierwszych otrzymała informację o tragicznym zdarzeniu: – W niedzielę o 1.00 w nocy zadzwonił mój telefon. Poproszono mnie, bym podała numer telefonu do mamy Martyny. Kiedy usłyszałam, że przyjaciółka nie żyje, ugięły się pode mną nogi i usiadłam na schodach restauracji, w której pracuję. Zaczęło brakować mi tchu i długo nie mogłam powstrzymać płaczu… Momentami wydaje mi się, że to wszystko, co się stało, to sen i za chwilę obudzę się z tego koszmaru i wszystko będzie jak dawniej. Niestety, nic już nie będzie jak dawniej, bo Martyny nie ma i już nie będzie. Wiele czasu musi upłynąć, abym nauczyła się żyć z tym bólem i ogromnym poczuciem straty.

    Jaka była Martyna?

    Była piękną, ambitną dziewczyną o dużej wrażliwości i niewiarygodnie dobrym sercu. Zawsze bardzo troszczyła się o swoją mamę, która była dla niej najważniejszą osobą na tym „ziemskim łez padole”. Nie wyobrażała sobie chwili, kiedy mogłoby jej zabraknąć. Los jednak chciał inaczej, wypadek zabrał życie Martynie, pozostawiając mamę pogrążoną w bólu. Z rozdartym sercem nie do poskładania.

    – Kiedy usłyszałam informację o śmierci Myszki, moje serce rozerwało się na milion kawałków, które już nigdy się nie poskłada w całość. Martynka była moim oczkiem w głowie. Chciałam jej przekazać jak najwięcej mądrości życiowych, aby była dobrym człowiekiem i nawet nie zauważyłam, kiedy nim się stała. Wydaje mi się, że była nim zawsze. Była dla mnie wsparciem i pomagała mi w trudnych sytuacjach. Dla niej ważniejsze było dbanie o mnie niż o samą siebie. W miarę możliwości każdy posiłek jadłyśmy wspólnie i wtedy Myszka streszczała mi cały swój dzień. Mogłam jej słuchać godzinami, bez końca. Wielokrotnie szukała rady w trudnych sytuacjach i wiedziała, że zawsze może się do mnie zwrócić z każdym problemem. Uwielbiałyśmy razem chodzić na zakupy. Z reguły kończyły się wypadem na coś słodkiego, pomimo liczonych przez Martynkę kalorii, zawsze dała się skusić na „coś dobrego”. Kochała robić zdjęcia, ale myślę, że mało kto wie, że uwielbiała dzieci. Rozważała nawet bycie przedszkolanką przy wyborze zawodu. Była wyjątkowa nie tylko przez swoją heterochromię, ale również przez wyjątkowy charakter, idealną figurę oraz swój urok osobisty. Myszko, odeszłaś ode mnie, pozostawiając w bólu, który nigdy nie minie. Muszę nauczyć się z nim żyć. Na zawsze zostaniesz moim aniołkiem, który wszystko robił w pośpiechu. Żegnaj tylko, moja kochana córeczko, tylko na chwilę. Wierzę, że kiedyś się spotkamy…

    Martyna niezwykle „emocjonalną i uczuciową” relację miała również ze swoim starszym bratem Patrykiem, który tak wspomina chwile spędzone z siostrą w rodzinnym domu.

    Od zawsze trzymaliśmy się razem ja, mama i Martynka. Każda wspólnie spędzona chwila była wypełniona śmiechem i żartem. Nawet zwykłe wyjście na obiad kończyło się zabawnymi sytuacjami, które wywoływały uśmiech nawet na obcych twarzach. To zawsze moja siostra Martyna była mózgiem każdej operacji, w której trzeba było wykazać się kreatywnością. Na przykład pomysły na nietuzinkowe prezenty i niespodzianki, które lubiła sprawiać innym, były do końca skrupulatnie przemyślane. Na każdą uroczystość rodzinną był przygotowany przez nią tort. Jej pasją było fotografowanie nie tylko otoczenia, ale i najbliższych. Mnie lubiła uwieczniać w najmniej odpowiednim momencie, co później sprawiało nam wszystkim wiele radości. Jako starszy brat lubiłem jej dokuczać, a ona zawszeleciałado mamy na skargę, po czym ja obrywałem, chociaż czasem niesłusznie. Mimo że się częstoprzekomarzaliśmy, gdy spojrzała na mnie tymi pięknymi, wielkimi oczami, nie mogłem się długo na nią gniewać i darzyłem ogromną, braterską miłością. Nikt nie jest w stanie wypełnić pustki, jaką po sobie zostawiła. Pozostaną mi tylko wspomnienia i zdjęcia najpiękniejszej i najcudowniejszej siostry jaką miałem

    Martyna kochała podróże i fotografie, a utrwalanie niepowtarzalnych chwil na zdjęciach było jej prawdziwą pasją.
    Nigdy nie pozostawiła osoby potrzebującej bez pomocy. Wysłuchała, wsparła ciepłym słowem i przytuliła. Jej główną bronią na problemy dnia codziennego był uśmiech. Pracowała jako kelnerka. Goście odwiedzający restaurację darzyli ją sympatią i zawsze do „niej” wracali, bo wiedzieli, że zostaną „obsłużeni” z ogromną kulturą, uśmiechem i profesjonalizmem.

    Tak o Martynie napisał Krzysztof, kolega z pracy: Jaka była Martyna? Zawsze uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do życia. Była osobą, która miała mnóstwo dobrej energii każdego dnia, zawsze pomocna, koleżeńska. Zdecydowanie można stwierdzić, że była typem człowieka, którego warto poznać w swoim życiu, bo wnosiła do niego samedobre rzeczyi pozytywne emocje. Takich ludzi teraz niewielu, a z tego nielicznego grona ubył właśnie jeden anioł”.

    Jakim Martyna była wspaniałym człowiekiem, będzie można usłyszeć podczas przemówień, które zostały przygotowane na uroczystości pogrzebowe. W jednym z nich napisanym przez Gaję możemy przeczytać: „…Była ziemskim aniołem o dobrym i wrażliwym sercu, który zawsze wysłuchał, wsparł dobrą radą, pomógł lub zwyczajnie po prostu był, rozpędzając swoim szczerym uśmiechem chmury, które gromadziły się nad nami. Jej ogromne dobre serce potrafiło pomieścić ogrom nieszczęść tego świata, skrywało nasze tajemnice, współczuło, troszczyło się o nas i kochało. Ci, którzy Ją dobrze znali, zgodziliby się ze mną, że miała też w sobie odrobinę szaleństwa. Potrafiła zaskakiwać swoimi pomysłami oraz sprawiała, że jej bliscy i przyjaciele nigdy się z nią nie nudzili… Miała jeszcze całe życie przed sobą, tyle planów, marzeń, miejsc, których nie zdążyła zobaczyć, słów, których nie zdążyła wypowiedzieć. Jeśli jest niebo, to Ty tam na pewno jesteś, więc teraz unoszę głowę i mówię do Ciebie: Martynko, bardzo za Tobą tęsknimy i kochamy Cię…”

    Pożegnanie Martyny
    Uroczystości pogrzebowe odbędą się w środę, 18 stycznia. Msza żałobna o godzinie 11.00 zostanie odprawiona w kaplicy cmentarza komunalnego w Pabianicach. Reszta jest milczeniem…

    Udostępnij