• Towarzystwo Miłośników Dziejów Pabianic przy udziale Urzędu Miejskiego zaprosiło mieszkańców na sentymentalny spacer – pełen smaków i aromatów.

    Spacer szlakiem dawnych pabianickich restauracji pod hasłem „Od Golonki do Turkusa” przyciągnął sporą grupę. Przed startem blisko czterokilometrowego spaceru pod SDH-em głos zabrał jego pomysłodawca Maciej Wlazłowicz z TMDP.

    – Proszę zamknąć oczy i przenieść się sto lat wstecz. Mamy tutaj alejki. Ulica Zamkowa 27 jest ostatnim budynkiem szerokich alejek, a Zamkowa 29 była już kamienicą wysuniętą. Pod numerem 27 pan Reputacki prowadził kawiarnię o nazwie Luwr. Jest to dokładnie to miejsce, gdzie obecnie mamy Bilton – mówił.

    Ujrzeć można było także reklamy ówczesnego lokalu z archiwalnej gazety. Ci, którzy pamiętali te miejsca, w trakcie spaceru wspominali je z sentymentem. Podróż w czasie zawdzięczali opowieściom o lokalach z Zamkowej 23: Tinie, Chacie Jana, Sfinksie, a z każdym wiązały się miłe wspomnienia.

    W międzywojniu między Zamkową a Moniuszki było aż 12 różnego rodzaju lokali: restauracji, kawiarni, cukierni, a także bufetów. Pabianiczanie poszukiwali wspólnie dawnych lokalizacji tych miejsc, a także oczywiście wspominali na przykład napoleonki z cukierni „Jedyna” czy bufet Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich. Nie zabrakło „Złotego Rogu”, który to lokal miał w swojej historii także epizod kryminalny, tragiczny.

    Przy kolejnych, dawnych lokalach Maciej Wlazłowicz odczytywał fragmenty z blisko stuletniej prasy opisujące klimat oraz menu tych miejsc. To tutaj pabianiczanie zajadali się herbatnikami deserowymi, ciastami, flakami i golonkami właśnie. W hotelu i schludnej restauracji „Pod Złotą Kotwicą” serwowano piwo, chwalono odbywające się tam bale karnawałowe i sylwestrowe. Spacerowicze – stosunkowo młodzi – dowiedzieli się, że jeden z ówczesnych lokali gastronomicznych, a mianowicie restauracja „Trzy Korony” mieściła się w budynku słynnej Szkoły Położnych.

    W trakcie wędrówki spacerowicze zatrzymali się na małą przerwę w kinie TOMI, gdzie posilili się popcornem. Chętni mogli też otrzymać bilety na rozgrywki Euro 2024, właśnie tam wyświetlane.

    Idąc starym miastem, można było wspominać odbywające się tam niegdyś targi, a także działające na początku XX wieku restaurację Pritzla, cukiernię Ziemiańska czy też piekarnię i pijalnię piwa. Pabianiczanie z rozrzewnieniem wspominali restaurację Staromiejską, której daniem popisowym była parówka z musztardą, a także wino na szklanki. Źródłem informacji o „Barze pod dyszlem” okazali się natomiast zgromadzeni mieszkańcy.

    Od Macieja Wlazłowicza i muzealniczki Sławomiry Ruty usłyszeć można było ciekawostki o dzielnicy żydowskiej oraz o tym, jak wyglądały lokale (stołówki i herbaciarnie) tej społeczności. Jeden z nich znajdował się na dzisiejszej ulicy Poprzecznej, róg ul. Majdany. Spacerowicze mieli za zadanie odnalezienie budynku na archiwalnym planie miasta oraz „na żywo”, co nie było takie proste. Okazało się też, że przy ulicy Warszawskiej mieściło się sporo cukierni. Smak lodów i innych słodkości z nich pochodzący nie był obcy co poniektórym uczestnikom. Kilka zdań poświęcono restauracji „Europa”, barowi „Warszawskiemu” czy groźnie brzmiącej „Mordowni”. W niektórych budynkach lokale gastronomiczne, jak np. „Kamelot”, działały jeszcze na początku roku 2000.

    Gdy spacer miał się już ku końcowi, pabianiczanie zatrzymali się na Bugaju przed restauracją „Ewe-rest”, czyli popularnym „trójkątem”. Jest to najstarszy lokal z kuchnią chińską w naszym mieście. Do dziś korzystający wciąż z tych samych receptur…

    Meta „smakowitej” wędrówki była w miejscu, w którym swoją siedzibę miał kultowy „Turkus”. To pierwszy lokal w Pabianicach, w którym pojawił się… śledź po japońsku. Działający od lat 60. do 2018 roku – po zburzeniu – ustąpił miejsca wodnemu placowi zabaw. 

    Podsumowaniem całości był konkurs dotyczący odwiedzanych miejsc, a także poczęstunek w postaci kiełbasek z grilla.

    tekst i foto: Karolina

    Udostępnij

    This will close in 0 seconds