O tym, jak wyglądają obowiązki radnej miejskiej, za co lubi Pabianice i jaka jest prywatnie, opowiedziała nam Aleksandra Stasiak, 37-letnia wiceprzewodnicząca Rady Miejskiej, polityczka Lewicy.
Kiedy zaczęła się pani przygoda z polityką?
Dość wcześnie, bo miałam zaledwie 13 lat. Tata zabierał mnie na wyjazdy sztabu wyborczego Anity Błochowiak. Jeździliśmy po powiatach, a ja chłonęłam atmosferę kampanii, poznając działaczy SLD. Można powiedzieć, że dorastałam wśród polityki. Zebrania, spotkania – to była codzienność. Kiedy skończyłam 16 lat, zaproszono mnie do Federacji Młodych Socjaldemokratów, czyli młodzieżówki SLD, w której zaczęłam działać już oficjalnie. I choć rotacja ludzi w polityce jest nieunikniona, to udało mi się z niektórymi zbudować relacje niemalże rodzinne, które trwają do dziś. Polityka to nie tylko praca, ale też właśnie relacje oraz pasja, które zostają z człowiekiem na lata.


Politykę ma pani we krwi, prawda?
Mój pradziadek od strony taty był lewicowym działaczem partyjnym, podobnie jak babcia od strony mamy. Rodzice zawsze trzymali się lewicowych poglądów, więc wychowałam się w takim środowisku, w którym polityka była na porządku dziennym. Nie było najmniejszych szans, żebym poszła w inną stronę (uśmiech).
Co młode osoby przyciąga do środowiska zdominowanego raczej przez osoby dojrzalsze?
Myślę, że przede wszystkim chęć wpływania na rzeczywistość. Mamy w sobie dużo energii i odwagę, żeby kwestionować status quo. Młodym wypada więcej, dlatego działalność młodzieżówek partyjnych często sprowadza się do kontrowersyjnych eventów, czego już sama partia może nie miałaby odwagi firmować. Młodzi chcą zmieniać świat, a polityka daje narzędzia, żeby to robić. W polityce jest miejsce na różnorodność – wiekową, poglądową, kulturową – i to właśnie ta różnorodność sprawia, że młodzi czują, że mogą coś zdziałać. A jeśli jeszcze spotkają ludzi, którzy ich wspierają, to polityka staje się nie tylko wyzwaniem, ale też przestrzenią do rozwoju i budowania wartościowych relacji.
Polityka wydaje się być zdominowana także przez mężczyzn.
W mojej ocenie to się zdecydowanie zmienia. Kiedyś faktycznie był problem, żeby zachęcić kobiety do polityki i utrzymać parytety w organizacji czy na listach wyborczych. Bycie kobietą w strukturach partii było raczej wyjątkiem niż normą. Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Odważę się nawet powiedzieć, że teraz to panowie muszą walczyć o większość. W Pabianicach praktycznie połowę Rady Miejskiej stanowią kobiety. To pokazuje, że panie coraz odważniej wchodzą do polityki, ale i świetnie sobie w niej radzą.


Czym podejście kobiet różni się od męskiej perspektywy na politykę?
To, co różni kobiety od mężczyzn w polityce, to na pewno nasza determinacja i upór. Kobiety potrafią być niezwykle konsekwentne w dążeniu do celu. Często angażujemy się w różne sprawy z dużą pasją, ale też z troską o to, jak decyzje wpłyną na codzienne życie mieszkańców. Kobiety w polityce często koncentrują się na praktycznych rozwiązaniach, które przynoszą korzyści tu i teraz. W polityce nie chodzi tylko o wielkie idee, ale o realne zmiany, a to jest jednak domena kobiet.
To pani kolejna kadencja w Radzie Miejskiej. Jakby pani oceniła swoją działalność?
Myślę, że wyborcy powinni to ocenić, bo to oni decydują. Ale skoro udało mi się otrzymać mandat zaufania na kolejną kadencję z całkiem dobrym wynikiem, to chyba nie jest źle. Staram się robić swoje i działać na rzecz mieszkańców i mam nadzieję, że to widać.
Wraz z radną Anną Zaborowską jest pani najaktywniejszą członkinią Rady Miejskiej obecnej kadencji. Złożyły panie najwięcej interpelacji spośród wszystkich radnych.
Z Anią Zaborowską i Anetą Badek, radną powiatową, łączą nas nie tylko obowiązki, ale też przyjaźń, co zdecydowanie ułatwia komunikację i działanie. Interpelacje to tylko jedna z form naszej aktywności. Postanowiłyśmy, że dobrze będzie mieć konkretne dowody na to, że reagujemy na potrzeby wyborców, dlatego składamy liczne interpelacje i zapytania. Ale nie ograniczamy się tylko do tego. Organizujemy też wspólnie z Lewicą wydarzenia dla mieszkańców, angażujemy się w akcje charytatywne, a bliska relacja między nami sprawia, że wszystko przebiega dużo sprawniej.
Jakie problemy są pani szczególnie bliskie?
Kwestie ekologiczne, porządkowe oraz infrastruktura drogowa. Chcę, by Pabianice były miastem czystym, przyjaznym naturze, z większą liczbą terenów zielonych i ekologicznych rozwiązań, z równymi drogami i bezpiecznymi chodnikami. Rewitalizacja kamienic i dbałość o nasze dziedzictwo architektoniczne to również sprawy, które mają dla mnie ogromne znaczenie. Pabianice zasługują na piękne, zadbane przestrzenie, które będą cieszyć oko, a także stanowić fundament przyszłości.


Co chciałaby pani zmienić w naszym mieście?
O tym, jakie ma być nasze miasto, powinni przede wszystkim decydować mieszkańcy. Ja chcę, by Pabianice były miastem otwartym na dialog. Każda opinia powinna mieć znaczenie, a decyzje winny opierać się na realnych potrzebach społeczności. Zależy mi na tym, by każdy, bez względu na wiek, status czy miejsce zamieszkania, mógł czuć się tu dobrze i bezpiecznie.
A czego najczęściej dotyczą zgłoszenia mieszkańców?
Najczęściej mieszkańcy zgłaszają sprawy związane z czystością, dziurami w drogach i poprawą rozwiązań komunikacyjnych. Często pojawiają się też zgłoszenia dotyczące kwestii bardziej osobistych, mieszkaniowych, gdzie już urzędnicy biorą sprawy w swoje ręce, a my przekierowujemy mieszkańców do odpowiednich osób, które mogą im pomóc. Staram się działać jak najszybciej, żeby rozwiązywać problemy na różnych poziomach.
Trudno jest być radną w Pabianicach?
Z każdą kadencją jest łatwiej. Poznaje się procedury, ma się kontakt z odpowiednimi urzędnikami, więc ścieżka załatwiania spraw staje się prostsza. Jednak aktualnie w Radzie Miejskiej jestem częścią koalicji zbudowanej z różnych ugrupowań, co często wymaga ustępstw z różnych stron, ale w końcu polityka to sztuka kompromisu. Każdy z nas ma swoje pomysły i wizje, a znalezienie wspólnego języka dla dobra miasta to prawdziwe wyzwanie.


Z jakiej interwencji jest pani najbardziej dumna i zadowolona?
Jestem dumna z każdej interwencji, zwłaszcza tej, która została załatwiona pozytywnie. Nawet drobne sprawy, które udało się rozwiązać na korzyść mieszkańców, dają dużą satysfakcję. Dla mnie liczy się, że udało się pomóc i zrobić coś dobrego, niezależnie od skali sprawy.
Czym radna zajmuje się na co dzień?
Podstawowa praca radnej to udział w komisjach czy sesjach rady miejskiej, podczas których analizowane i głosowane są uchwały mające wpływ na funkcjonowanie miasta. Jednak bycie radną to znacznie więcej niż tylko formalności. To także codzienny kontakt z mieszkańcami, którzy przychodzą z problemami, pytaniami czy pomysłami na zmiany. Pełnię dyżury, organizuję spotkania czy też biorę udział w lokalnych wydarzeniach. Gdy pojawiają się sytuacje wymagające interwencji, jak problemy z infrastrukturą, komunikacją czy bezpieczeństwem, podejmuję działania, by znaleźć rozwiązanie. To praca, która wymaga nie tylko znajomości przepisów, ale przede wszystkim empatii, zaangażowania i gotowości do działania.
Co pani najbardziej lubi w Pabianicach?
Pabianice kocham za ich kameralny charakter. Bliskość wszystkiego, od sklepów po miejsca spotkań, sprawia, że życie w Pabianicach jest wygodne i pełne uroku.


W jaki sposób polityka wpłynęła na panią i pani życie? Co pani dała, czego nauczyła?
Polityka dała mi przede wszystkim możliwość poznania wielu wspaniałych ludzi, z których każdy wnosi coś cennego do mojego życia. Nauczyłam się słuchać, rozumieć potrzeby innych i działać w interesie społeczności. Polityka uczy mnie też pokory i dyplomacji. To niezwykle ważne, ponieważ często muszę balansować między różnymi opiniami, a dzięki temu jestem bardziej świadoma swoich decyzji.
Czym na co dzień zajmuje się Aleksandra Stasiak, poza byciem radną miejską?
Na co dzień pracuję w branży komunalnej, zajmując się odbiorem i przetwarzaniem odpadów. Po pracy pomagam rodzicom w ich firmie cateringowej, a w wolnym czasie staram się spędzać jak najwięcej chwil z bliskimi. Czasami jest sporo obowiązków do pogodzenia, ale daje mi to satysfakcję i równocześnie pomaga utrzymać równowagę między pracą a życiem prywatnym.
Jakieś pasje, hobby?…
Gotowanie to dla mnie nie tylko codzienna czynność, ale odskocznia od przyziemnych obowiązków pozwalająca wyrazić moją kreatywność. Poza tym lubię jeździć na rowerze i chodzić na bardzo długie spacery, szczególnie gdy pogoda dopisuje. Uwielbiamy z moim partnerem podróżować po Polsce, odkrywamy stale nowe miejsca, ale też wracamy do ulubionych zakątków nad naszym polskim morzem.


Co daje najwięcej radości, satysfakcji i spełnienia w życiu?
Najwięcej radości czerpię z interakcji z innymi ludźmi. Ich wsparcie, sympatia i pozytywne reakcje na to, co robię, sprawiają, że czuję się spełniona. Cenię sobie otoczenie życzliwych osób, które dzielą się ze mną swoimi pomysłami, inspiracjami i są otwarte na współpracę.
Jakie ma pani plany i marzenia na przyszłość, zarówno na tę zawodową, jak i prywatną?
Zarówno zawodowo, jak i prywatnie jestem w miejscu, które daje mi satysfakcję i radość. Oczywiście życie niesie ze sobą różne niespodzianki, ale na razie cieszę się tym, co mam i staram się po prostu żyć tu i teraz.
Jak widzi pani przyszłość Pabianic?
Widzę Pabianice jako nowoczesne, dynamicznie rozwijające się miasto, które jednocześnie dba o zachowanie swojego charakteru, gdzie mieszkańcy mogą na każdej płaszczyźnie korzystać z jego możliwości. Chciałabym, żeby Pabianice były miastem, w którym każdy znajdzie swoje miejsce. Niezależnie od wieku czy zainteresowań…
rozmawiała: Klaudia Kardas
foto: zbiory własne








