To historia o odwadze, codziennym zmaganiu się na obczyźnie i o tym, jak daleko mogą sięgać rodzinne korzenie.
Z wiejskiego młyna w świat
Bracia Roch i Bronisław byli synami Walentego Oseta i Magdaleny z domu Pedo. Początkowo rodzina mieszkała we wsi Zabiłłów, koło Drużbic, gdzie przyszła na świat pierwsza dwójka dzieci. Wkrótce potem Osetowie przenieśli się do pobliskiego młyna Mąka. To właśnie tam w latach 1885 (Roch) i 1894 (Bronisław) urodzili się bohaterowie tej opowieści, a wraz z nimi reszta licznego, bo łącznie dziesięciorga rodzeństwa.
Emigracja po katastrofie Titanica
Bracia Osetowie opuścili Europę jesienią 1912 roku, zaledwie pół roku po zatonięciu Titanica. Pytanie, czy przed emigracją słyszeli o tej tragedii, do dziś pozostaje bez odpowiedzi. Z jakimi emocjami wchodzili na statek płynący do Nowego Jorku, możemy tylko gdybać.
Według dokumentów Roch i Bronisław przybyli do Stanów Zjednoczonych na pokładzie statku Victoria, który miał dotrzeć do portu 10 października 1912 roku. Takiego rejsu nie ma jednak w internetowej wyszukiwarce list pasażerów. Najprawdopodobniej chodzi o statek Victoria Luise, który z Hamburga dopłynął do Nowego Jorku w sobotę, 5 października.
Bracia osiedlili się w przemysłowym Detroit, mieście nadziei i ciężkiej pracy tysięcy imigrantów z Europy Środkowej. Początkowo mieszkali pod wspólnym adresem: 4437 Elmwood, Detroit, Michigan.

W późniejszych latach ich drogi się rozeszły. Z karty rejestracyjnej Bronisława z czasów II wojny światowej wynika, że mieszkał już wtedy przy 133 Allen Street w Nowym Jorku. Roch natomiast pozostał w Detroit, pod tym samym adresem, co wcześniej.
Wolny duch
Bronisław, który w Stanach posługiwał się imieniem Bruno, nigdy się nie ożenił. Według rodzinnych przekazów był lekkoduchem i kobieciarzem, co mogło tłumaczyć brak stałej relacji. Wiadomo, że pracował jako operator maszyn, ale co dalej? Wiele aspektów jego życia pozostaje niejasnych. W karcie rejestracyjnej z 1942 roku w rubryce dotyczącej pracodawcy wpisano: „none”.
„Bruno był jak włóczęga, nigdy się nie ustatkował. Mawiał: Po co mieć jedną żonę, skoro możnamieć inną w każdym mieście?” – wspomina jedna z krewnych, dodając z uśmiechem: „Oh my, and lol”. A o tym, skąd to wiem, opowiem za chwilę…
Zakorzeniony w Detroit
Los Rocha potoczył się zupełnie inaczej. W Ameryce ożenił się z Mary Ann Tosz, córką polskich emigrantów (MaryAnn(a)?) urodzoną już w USA. Założył rodzinę i pozostał w Detroit na stałe. Z dokumentu rejestracyjnego z czasów II wojny światowej wynika, że w chwili rejestracji Roch miał 56 lat i był bezrobotny („unemployed”).
Zachowały się zdjęcia Rocha z rodziną, a także jego rodziców – Walentego i Magdaleny – z młodszymi dziećmi (Zuzanną i Stefanem), wykonane najprawdopodobniej przed ich rodzinnym domem w gminie Drużbice. Fotografia została wykonana najpewniej około 1920 roku. Te bezcenne pamiątki oraz informacje genealogiczne udostępniła mi wnuczka Rocha – Patty, która dziś z zaangażowaniem tworzy drzewo genealogiczne na portalu FamilySearch.
Sama również tworzę tam drzewo. W pewnym momencie portal zasugerował mi możliwe dopasowanie z drzewem Patty. Zaintrygowana sprawdziłam nazwę użytkownika i dzięki niej odnalazłam Patty na Facebooku. W ten sposób nawiązałyśmy kontakt i zaczęłyśmy wymieniać się informacjami rodzinnymi, uzupełniając wzajemnie nasze zbiory i wiedzę o przodkach.


Wnuczka Rocha w naszej rozmowie wspomina: „Dziadzia mówił bardzo słabo po angielsku, a ja byłam zbyt nieśmiała, by zadawać mu pytania. Do dziś tego żałuję”. Mimo barier językowych w pamięci Patty pozostała jego serdeczność i miłość do Polski.
„Odwiedziłam Polskę – dokładnie Zakopane i Kraków – w 2018 roku. Bardzo pokochałam wasz kraj. W tym roku miałam zamiar odwiedzić Gdynię, ale problemy zdrowotne pokrzyżowały moje plany. Kontynuujmy naszą rozmowę przez messengera” – napisała. I dodała: „Kochamy, naprawdę kochamy polskie jedzenie. Gołąbki, kiełbasa, pierogi, kapusta, bigos i oczywiście piwo. W każde święta musimy mieć polską kuchnię!”.
Od wnuczki Rocha wiem także, że zachował cenny przedmiot: mapę Królestwa Polskiego z 1912 roku, którą zabrał ze sobą do USA. Dziś znajduje się ona w posiadaniu jego potomków. To symbol pamięci o ojczyźnie…
Ucieczka przed poborem?
Patty podzieliła się również intrygującą hipotezą dotyczącą przyczyn emigracji braci. Sugerowała, że Roch wyjechał z Polski, by uchronić młodszego brata przed wcieleniem do armii carskiej.
„Roch był w Kozakach, mam jego zdjęcie z 1909 roku. Wierzę, że wyjechał z Brunem, by jego młodszy brat uniknął poboru do rosyjskiego wojska. Wiesz coś o tamtej epoce?” – zapytała.
To cenny trop. W Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim pobór do wojska był jednym z największych lęków rodzin. Wieloletnia służba, rusyfikacja, rozłąka z bliskimi – to wszystko mogło skłonić braci Osetów do opuszczenia ojczyzny.


Krewni po dwóch stronach oceanu
Odnalezienie tej części historii rodziny było dla mnie czymś więcej niż kolejnym wpisem w drzewie genealogicznym. Dziadek Rocha i Bruna miał na imię Józef (1820-1893) i urodził się w Podstole. Posiadał liczne rodzeństwo, a wśród niego młodszego o 12 lat brata Feliksa (1832-1874). Feliks był dziadkiem mojej prababci ze strony taty – Petroneli Kardas, z domu Oset. Mówiąc krócej i prościej: dziadek emigrantów był bratem dziadka mojej prababci.
Dzięki dopasowaniu na FamilySearch udało mi się odnaleźć dalekich krewnych. Choć dzieli nas ocean i ponad sto lat historii, internet pozwolił nam zbliżyć się do siebie i wspólnie odkrywać losy przodków.
To nie tylko opowieść o dwóch braciach, którzy wyjechali za granicę, ale też o ludziach, których wybory sprzed wieku wciąż mają wpływ na nasze życie dzisiaj…
Klaudia Kardas
foto: zbiory prywatne
Ps. Tekst dedykuję pamięci Patricii, której pomoc była nieoceniona w przygotowywaniu tego artykułu. Niestety, moja rozmówczyni i daleka krewna z Ameryki zmarła przed jego publikacją. Cieszę się, że zdążyłyśmy się poznać.




