• Mieszkańcy narzekają na zasady parkowania przy PCM. „To stresowanie pacjentów” – grzmią w wiadomościach do redakcji.

    Coraz więcej głosów krytyki pojawia się w sprawie zasad parkowania przy Pabianickim Centrum Medycznym. Najnowsza wiadomość, którą 11 grudnia przesłała do naszej redakcji jedna z czytelniczek, pokazuje, że frustracja pacjentów narasta.

    „Jakiś czas temu zmieniono sposób opłacania parkingu przy pabianickim szpitalu. Czy firma konsultowała to z władzami miasta lub z zarządzającymi szpitalem? Według mnie jest to stresowanie pacjentów i pozbawianie pieniędzy schorowanych ludzi” – pisze mieszkanka. Jak podkreśla, pacjenci nie mają możliwości przewidzenia, jak długo potrwa wizyta, a nowe zasady wymuszają opłacenie postoju z góry. „Ludzie nie wiedzą, ile czasu zajmie im oczekiwanie i wizyta. (…) Jak zapłacą np. za jedną godzinę, to się bardzo stresują, czy starczy im czasu. Czy mają biec i dopłacić, czy wejść na wizytę” – dodaje. Czytelniczka apeluje o „sensowne rozwiązanie problemu” i prosi „osoby kompetentne o odpowiedź”.

    To nie pierwsza taka wiadomość, jaka trafia do naszej redakcji. W październiku na łamach naszych „Migawek ze słuchawki” pacjentka sygnalizowała, że nowe zasady parkowania są dla niej uciążliwe. Opisała wizytę, na którą była umówiona na godzinę 11.00. „Zapłaciłam za pierwszą godzinę, ale nie weszłam o wyznaczonej porze. Po godzinie zestresowana musiałam zejść na dół i zapłacić kolejne 4 złote” – relacjonowała. Ostatecznie, w ciągu jednego pobytu w szpitalu, trzykrotnie wracała do parkomatu. „Nie chodzi o pieniądze, tylko o to, że pacjent musi biec na dół, żeby zapłacić za kolejną godzinę. (…) To jest nienormalne” – skwitowała.

    Przypomnijmy, że nowe zasady korzystania ze szpitalnych parkingów obowiązują od 5 września. System wprowadziła zewnętrzna firma, a jego działanie opiera się na pobraniu biletu i opłaceniu z góry przewidywanego czasu postoju. Parkowanie do 15 minut jest darmowe, a pierwsza i każda następna godzina kosztują 4 złote. Brak ważnego biletu parkingowego skutkuje nałożeniem opłaty karnej w wysokości 190 złotych.

    Najczęściej powtarzającym się zarzutem jest konieczność przewidywania długości wizyty, co w realiach szpitalnych – pełnych opóźnień i poślizgów – bywa po prostu niemożliwe. Wielu pacjentów skarży się, że musi przerywać pobyt w poradni czy na oddziale, aby przedłużyć bilet. To rodzi nerwowe sytuacje, szczególnie dla osób starszych, chorych, poruszających się o kulach czy o lasce…

    Co z tym fantem zrobią teraz „kompetentne osoby” w mieście?

    foto: cel.

    Udostępnij