O tym, do kogo ma żal, o kontrowersjach związanych z budżetem obywatelskim oraz problemie wyludniania się Pabianic rozmawiamy z radnym miejskim Gracjanem Majewskim, przewodniczącym zespołu ds. reaktywacji BO.
W minionym roku zostałeś swego rodzaju „twarzą” reaktywowanego budżetu obywatelskiego. Jesteś usatysfakcjonowany z efektów prac nad nim, jego przebiegu i ostatecznych wyników? A może z perspektywy czasu coś byś zmienił?
Jestem bardzo zadowolony! Ja, Tadek Gęs i Asia Habura [zespół ds. reaktywacji BO – przyp. red.] wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Przyjęliśmy zdecydowaną większość uwag mieszkańców. W obecnym stanie prawnym nie sądzę, żeby można było napisać ten projekt jakoś wyraźnie lepiej. Pewnych rzeczy nie mogliśmy przeskoczyć, takie prawo. Co do ewentualnych zmian: jasne, że lepsze jest zawsze dobrego wrogiem, ale według mnie nie ujawniły się w tej edycji żadne wyraźne wady w uchwale, ale oczywiście przystąpiliśmy do ewaluacji. Dążę do tego, by nasza uchwała była wręcz modelowym rozwiązaniem, jak powinien wyglądać regulamin BO w obowiązującym stanie prawnym. Niezależnie od jego kształtu, bardzo się cieszę, że w ogóle udało się reaktywować BO w 2025 roku. Patrząc po frekwencji, zdaje się, że Pabianiczanie tęsknili za tym narzędziem.

BO wzbudził wiele kontrowersji. Pojawiły się zarzuty o proces powoływania zespołu do spraw jego reaktywacji.
Zespół tylko pozornie budził kontrowersje. Po prostu skorzystałem ze swojego prawa do inicjatywy uchwałodawczej. Zaprosiłem do współpracy przedstawicieli PO oraz PiS. Tak powstał zespół, inicjatywa ponadpartyjna mająca zapobiec powstaniu wokół niej politycznej wrzawy. Reszta środowisk politycznych wolała bić pianę niż zaproponować swój projekt.
A jak odniesiesz się do negatywnych komentarzy co do braku weryfikacji głosów czy sposobu promocji projektów? Toczyłeś w tych tematach wiele dyskusji na Facebooku.
Regulamin został zaprojektowany tak, by uniemożliwić udział w BO jednostkom miejskim oraz organizacjom politycznym chcącym budować poprzez budżet swój wizerunek. Uważam za wysoce niestosowne składanie projektów przez osoby fizyczne jedynie w celu spełnienia wymogów formalnych, żeby na etapie promocji poszczególne projekty zostały przywłaszczone przez polityków. A już sytuacja, w której tych naruszeń dokonują radni, dający wcześniej swoje poparcie dla tych zasad w głosowaniu w Radzie Miejskiej, nie mogło pozostać bez mojej reakcji. Natomiast uszczelnienie weryfikacji rozbija się o złe przepisy ustawowe, które nie pozwalają nam korzystać na potrzeby BO z bazy PESEL. Możemy inwestować w jakieś alternatywne rozwiązania teleinformatyczne, które zautomatyzują proces weryfikacji, ale to są horrendalne pieniądze. Wydział obsługujący budżet naprawdę wyłapuje nieprawidłowości, tyle że robi to poprzez ręczną analizę zebranych danych. Zaleta: nie idą za tym dodatkowe koszty. A na końcu sprowadza się to do wyboru, czy nie lepiej za te pieniądze na przykład wyremontować dzieciom salę lekcyjną.

Sporo szumu zrobiło także zgłoszenie do BO remontu toalety w jednostce podlegającej pod miasto – Miejskim Ośrodku Kultury. Projekt nie zyskał poparcia, a Ty złożyłeś interpelację, w której pytałeś prezydenta, czy ratusz planuje inwestycje w MOK-u. Jeśli nie – zapowiadałeś „działania związane z uchwałą budżetową”.
Jedna z trzech toalet w MOK-u nadaje się do remontu. Choć wyraźnie trzeba zaznaczyć, że jest schludna i czysta. Skoro nie została wyłączona z użytkowania, to należy remont przeprowadzić. Staram się doprowadzić do tego, żeby zrobiono go prędzej niż później. Tyle z sensacji. Natomiast to zadanie nigdy nie powinno się znaleźć w budżecie obywatelskim i o to mam żal do poprzedniej pani dyrektor. Nie po to wyłączaliśmy jednostki miejskie z BO, żeby tę normę kreatywnie obchodzono. Tym bardziej że na tym samym piętrze znajduje się już większa, wyremontowana i ogólnie dostępna toaleta. Dużo tu złej woli.
Wątpliwości budziły też zasady wyboru zwycięskich pomysłów do BO. Nie wszyscy zgadzali się z tym, że do realizacji przeszły projekty z mniejszą ilością głosów, ale mieszczące się w dostępnej jeszcze puli środków. Będziecie się tego trzymać w przyszłych edycjach czy planujecie to zmienić?
To świetny mechanizm pozwalający wydać mieszkańcom całą pulę pieniędzy z BO. Bez niego w zeszłorocznej edycji do realizacji zostałoby przeznaczonych jedynie 5 projektów, a nie 9, jak to ostatecznie miało miejsce. Dzięki temu wokół dużych projektów należy zgromadzić duże poparcie, co przy wydatkowaniu kwot rzędu kilkuset tysięcy złotych, a przypomnę, że największy projekt został oszacowany na 1,1 miliona złotych, jest gwarancją tego, że pieniądze zostaną wydatkowane gospodarnie i zgodnie z realnymi potrzebami mieszkańców. Jak w życiu, duże kwoty wymagają większej odpowiedzialności i większego wysiłku.
Czy wiadomo już, kiedy rozpocznie się realizacja wygranych projektów i jak będzie ona wyglądała?
To pytanie do wydziałów odpowiadających za realizację poszczególnych zwycięskich projektów.

Zostawmy w takim razie temat BO. Jesteś nowym radnym, to Twoja pierwsza kadencja. Do tego jesteś najmłodszy ze wszystkich członków Rady Miejskiej. Jak z tej perspektywy oceniasz działalność starszych kolegów i ich współpracę, zarówno między sobą, jak i z prezydentem?
Jest takie powiedzenie mówiące o tym, czego ptak nie powinien robić we własnym gnieździe (śmiech). A tak na poważnie, to dostrzegam szeroki wachlarz postaw. Bardzo dobrze współpracuje mi się z prezydentem Grzegorzem Mackiewiczem. To naprawdę człowiek dialogu i tytan pracy. Choć nie ukrywam, że dobrze by było, gdyby jego doba liczyła więcej niż 24 godziny. Cenię sobie także wiceprezydenta Zakrzewskiego. Mamy często podobne spojrzenie na sprawy. Z kolei radna Wadowska-Gryzel to skarbnica wiedzy o tym, jak to kiedyś sprawy się miały w mieście. Miło się słucha tych opowieści. Doceniam także dociekliwość przewodniczącego Stanka, który dopytuje o wiele spraw tak, żeby zrozumieć, jak się one mają, a nie w celu szukania taniej sensacji.
Gdy rozmawialiśmy w listopadzie 2023 roku, zanim zaangażowałeś się w lokalną politykę, powiedziałeś, że „Pabianice to trudna miłość”. Jak dziś, gdy jesteś już nieco starszy i znajdujesz się w innym miejscu w życiu, patrzysz na Pabianice? Co w mieście należy skrytykować i zmienić, a co zasługuje na pochwałę?
Mówiąc to, miałem na myśli trud zderzenia się z brakiem przygotowania tych, którzy mają ambicje zmieniać Pabianice. Mamy wielu ludzi z wizją, ale brakuje tych, którzy wiedzą, jak ją wdrożyć. Wiesz, że zdobywałem swoje doświadczenie w administracji rządowej. Byłem członkiem gabinetu trzech ministrów gospodarki, pracowałem też w Sejmie i w kancelarii premiera. Jestem człowiekiem na wskroś praktycznym. Od samej wizji rzeczywistość się nie zmienia. Ja skupiam się na rzeczach, na które mam wpływ. Jest wiele problemów, które choć dotykają miasto, to nie są od nas zależne, bo są szerszym problemem ogólnopolskim albo systemowym. Wielu społeczników nie jest na to wytłumaczenie otwartych i to rodzi niepotrzebne napięcia i emocje. A w dłuższej perspektywie taka postawa spala emocjonalnie obie strony.
A propos problemów ogólnopolskich – demografia. Jak wszyscy doskonale wiemy, Pabianice się wyludniają. Rodzi się nas mniej niż umiera, a wiele osób opuszcza nasze miasto, aby swojego szczęścia szukać gdzie indziej.
To ogólnokrajowy trend suburbanizacji. Polega na tym, że mieszkańcy średnich i dużych aglomeracji miejskich wyprowadzają się na ich obrzeża. Jeżeli weźmiemy dane GUS dotyczące zmiany liczby ludności w latach 2014-2023, to zauważymy, że Łódź jest otoczona zielonymi wyspami oznaczającymi wzrosty ludności, z wyłączeniem Pabianic i Zgierza. Tak samo jest w przypadku Bełchatowa, Zduńskiej Woli i Skierniewic. Reszta województwa na czerwono, co oznacza spadek. Czy gminy Pabianice, Lutomiersk czy Tuszyn to lepsze miejsca do życia od Łodzi czy Pabianic? Raczej nie.

Jakie działania powinny zostać podjęte – zdaniem młodego radnego – by spróbować temu zaradzić?
Tworzymy z Łodzią aglomerację. Może nie formalnie, ale funkcjonalnie. Budowa tras szybkiego ruchu wokół Pabianic sprawiła, że dojeżdżanie do Łodzi własnym autem jest okej. Dzięki projektowi tramwajowemu udało nam się podnieść standard podróży do Łodzi. Według mnie prawdziwym momentem przełomowym będzie zapewnienie dojazdu do głównego dworca tramwajowego oraz stacji przyszłej Kolei Dużych Prędkości. Naszymi nowymi mieszkańcami mogą być Łodzianie rozczarowani swoim miastem albo mieszkańcy pozostałych gmin województwa, którzy chcą się przeprowadzić do szeroko rozumianej Łodzi, podążając za pracą czy uczelnią. W obu przypadkach nie będzie dla nich problemem wybrać pobliskie Pabianice, jeżeli u nas mniejsze będą koszty zakupu nieruchomości i życia, mniejsze problemy z miejscami parkingowymi i więcej zieleni. Nigdy nie wygramy z Łodzią w konkursie o lepszą bazę kulturalną i rozrywkową. Jednak z uwagi na swoją mniejszą skalę możemy stworzyć przyjemniejsze miejsce do życia. Z punktu widzenia miasta to jest kryterium sukcesu, bo za mieszkańcem-podatnikiem idą pieniądze, a te warunkują nasz rozwój. Bez pieniędzy nie będzie żadnej transformacji. Obecne koszty najmu mieszkania czy zakupu działki w Pabianicach raczej nie wpisują się dobrze w tę koncepcję, ale mamy w ręce narzędzie do walki z cenami. Analizując trendy migracji, o których mówiłem wcześniej, myślę, że w miastach takich jak Pabianice brakuje po prostu działek pod zabudowę albo z powodu ich niskiej podaży osiągnęły nieatrakcyjny pułap cenowy. Pabianice mają sporządzony plan miejscowy dla dużej rozbudowy pod domki jednorodzinne. To tereny między ulicą Myśliwską a Graniczną. Na razie to łyse pola. Jednak uwolnienie tej ziemi, czyli przystąpienie do budowy nowych dróg i chodników, to wprowadzenie na rynek mnóstwa działek. Zasada jest taka, że zwiększenie podaży musi odbić się na spadku ceny. Zaś pośrednim efektem powinno być zahamowanie odpływu mieszkańców-podatników. Tylko uczciwe trzeba zaznaczyć, że jest to inwestycja kosztowna, a my już prowadzimy projekty warte setki milionów złotych.
Wracając do wywiadu z 2023 roku. Mówiłeś wtedy, że „Pabianice bardzo potrzebują miejsca do spędzania wolnego czasu przez mieszkańców”. Sugerowałeś mediatekę w SDH-u i stworzenie czegoś na wzór OFF Piotrkowskiej w odpowiedniej skali do miejsca, wskazując plac na Bugaju. Zaznaczałeś, że „to miejsce z dużym potencjałem, a które wymaga odnowienia na wczoraj”. Czy jako radny podjąłeś działania w tych kwestiach?
Mój pomysł mediateki to zagadnienie związane z projektem, który coraz śmielej majaczy na horyzoncie czasowym. Coś w rodzaju nowego centrum Pabianic. Przestrzeń publiczna i budynki zaprojektowane kiedyś w sposób naturalny zaczynają tracić swoją funkcję. Musimy zacząć dyskusję, co dalej. Tak, żeby stworzyć tam na nowo infrastrukturę miastotwórczą. Przestrzeń, w której znów skupi się nasza aktywność. Ale to zagadnienie najwcześniej na przyszłą kadencję. Obecnie realizujemy inne projekty warte setki milionów złotych. Na pewno warto przyjrzeć się, jak ten proces przebiegał w Łodzi, bo to jest wielka skarbnica wiedzy… jak tego nie robić (śmiech).

A co z parkiem kieszonkowym między ulicami Wodną, Jutrzkowicką, Pogodną i Zielną, który proponowałeś w interpelacji rok temu?
Konsekwentnie do przodu! Dzięki moim staraniom na jednej z ostatnich sesji w zeszłym roku przyjęliśmy uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia odrębnego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla tej nieruchomości, żeby zmienić formalnie jej przeznaczenie. To pozwoli zacząć planować utworzenie tam pierwszego w mieście parku kieszonkowego! Obiecaliśmy jako Koalicja dla Pabianic zazielenianie miasta jako ważny cel tej kadencji. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
Co w tym roku chciałbyś zrobić dla Pabianic?
Planuję, że ten rok upłynie mi pod znakiem systemowego zatroszczenia się o rozwój społeczeństwa obywatelskiego w naszym mieście. Nie ma cienia przesady w stwierdzeniu, że przyszłe kadry miejskie tworzą się właśnie w różnych stowarzyszeniach. Zamierzam przedłożyć prezydentowi kilka swoich pomysłów w tym zakresie i przekonać go do potrzeby ich realizacji. No i mam nadzieję, że uda się w tym roku wypracować projekt parku kieszonkowego, żeby móc oszacować, ile będziemy potrzebowali na niego pieniędzy. To ważne pod kątem szukania dofinansowania. Przede mną również ważna kontrola rewizyjna w Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej. Sam jestem ciekaw jej wyników…
Dziękujemy za rozmowę.
rozmawiała: Klaudia Kardas
foto: zbiory własne






