• Reżyser Jędrzej Doczkal (urodzony w Pabianicach, mieszkający w Łodzi) na festiwalu filmowym „Kocham Dziwne Kino 2025” w Kinie Tomi zaprezentował „Pogromcę Dżabersmoka”. Rok wcześniej debiutował obrazem „Killer Gherkin”.

    Aleksander Duda: – Podczas festiwalu obejrzeliśmy Twój najnowszy film. Przypomnij o czym opowiada?
    Jędrzej Doczkal: – Opowiada o wyprawie Rycerza po łeb Dżabersmoka, udaremnionej przez spisek Łotra i Pustelnika. To historia o tym, że noszenie miecza na plecach niesie ze sobą pewne ryzyko, o czym wspomina przypowieść karczmarki. Warto też zachować ostrożność wobec kogoś, kto daje nam magiczną broń, bo jego motywacje i sympatie mogą się okazać zupełnie inne, niż na pierwszy rzut oka się wydaje.

    Skąd pomysł na fabułę?
    Kupiłem na rynku pora i włożyłem go do plecaka. Trochę tak, jakby to był wiedźmiński miecz. Ukradziono mi go i wtedy zacząłem myśleć o tym fantasy trendzie z noszeniem miecza na plecach. Zbadałem temat i postanowiłem zrobić o tym film. Dziś myślę, że ludzi nie interesuje aż tak sam sposób noszenia miecza, a bardziej pełna wyprawa i pojedynek z Dżabersmokiem. Po festiwalu nakręciłem więc i zmontowałem ciąg dalszy. Z ośmiominutowego filmu, który kończył się dość nagle, powstała pełna, dwudziestominutowa historia. Będzie ją można zobaczyć za rok.

    Czy „Pogromca” miał pokazy poza Pabianicami?
    Chciałem wysłać go na kilka innych festiwali, ale przez pomyłkę podawałem link do Vimeo, który działał tylko dla mnie. Nie dostałem żadnych odpowiedzi. Mam nadzieję, że teraz ta pełna, dwudziestominutowa wersja gdzieś się załapie. Właśnie wysłałem ją do cyklu pokazów Najlepsze z Najgorszych: Filmy klasy B. W moim filmie są praktycznie efekty w stylu starych filmów klasy B, a także gumowe potwory, tanie kostiumy, dużo krwi. Inspiruję się mocno tym nurtem, więc myślę, że dobrze tam pasuje. Szukam też innych festiwali, które mogłyby być zainteresowane.

    Kto gra w filmach reżysera Doczkala?
    Wymyślam role pod osobowości przyjaciół, których znam od lat. Niedawno odkryłem też, że świetnie współpracuje mi się z różnymi dziewczynami. Często same mają ciekawe pomysły na swoje postaci i kostiumy. Mój pierwszy film powstał dlatego, że kolega Wojtek powiedział, iż chciałby coś nakręcić. To zmotywowało mnie do intensywnego myślenia nad scenariuszem, bo zwykle najtrudniej jest znaleźć ludzi chętnych do współpracy. Z czasem poprawiłem swoje umiejętności pracy w grupie. Ostatnio znalazłem nawet dwie osoby, które zgodziły się przecisnąć przez kratę do tunelu na kanale Jasień i wygłupiać tam w kostiumach. Mimo to wiem, że ludzie mają swoje zajęcia, więc celuję w małe, sprawdzone ekipy. Dlatego w moich filmach na ekranie rzadko pojawia się więcej niż trzech aktorów jednocześnie.

    A jak z plenerami?
    Tak jak wymyślam role pod ludzi, których dobrze znam, tak samo wymyślam historie pod ciekawe plenery, które mogę wykorzystać. W „Killer Gherkin” i pierwszej części „Pogromcy Dżabersmoka” wykorzystałem miejsca w Ldzaniu, w tym moją działkę, i to dwa razy. Później miałem mglisty pomysł, żeby nakręcić „dystopię szrotowo-kanałową”, aby wykorzystać opuszczone miejsca w Łodzi, które lubię. Ostatecznie połączyłem ten pomysł z kontynuacją „Pogromcy Dżabersmoka”, bo stwierdziłem, że muszę dokończyć historię zgładzenia bestii. W filmie pojawiły się już prawie wszystkie miejsca, które przez lata mnie zaintrygowały podczas spacerów.

    Kilka zdań o poprzednim filmie…
    Mój pierwszy film to „Killer Gherkin”, też gatunkowy, charakterystyczny dla kina klasy B. To monster movie, w którym potworem jest stary, gumowy stworek, kupiony dawno temu nad morzem i przez lata stojący na oknie. Chcę, by to była niespodzianka, ale mam plan, żeby „Killer Gherkin”, „Pogromca Dżabersmoka: Leże Bestii” oraz gra kościana, nad którą pracuję, tworzyły jedno uniwersum i wzajemnie się do siebie nawiązywały.

    Skąd wzięła się pasja do kręcenia filmów?
    W podstawówce mój kolega dostał kamerę VHS i próbowaliśmy nagrywać różne krótkie filmiki. Rodzice wysłali mnie na wyjazd filmowy, gdzie dużo się nauczyłem i wiedzę z tamtego czasu wykorzystuję do dziś. Etiuda, którą tam zrobiłem, zaginęła, ale bardzo spodobała się instruktorowi. Niestety, źle dogadywałem się wtedy z ekipą, więc stwierdziłem, że nie będę szedł tą drogą zawodowo. Pozostała jednak fascynacja filmami, które przy małym budżecie robią ogromne wrażenie na widzach. Dlatego regularnie chodziłem na pabianicki festiwal „Kocham Dziwne Kino”. Kiedy Wojtek powiedział, że chciałby zrobić film, od razu zabrałem się za pisanie scenariusza. Okazało się, że teraz dużo lepiej współpracuje mi się z ludźmi (niekoniecznie akurat z Wojtkiem). Dzięki temu całe przedsięwzięcie jest świetną zabawą dla wszystkich, a nie zamęczaniem niewinnych osób moimi dziwnymi pomysłami.

    Czy są plany na kolejne filmy?
    Właśnie skończyłem montować „Pogromcę Dżabersmoka: Leże Bestii”, czyli pełną wersję historii. Może przez zimę i wiosnę pojawią się jakieś pomysły warte nakręcenia. Od czasu „Killer Gherkin” rozpisałem kilka scenariuszy, ale tylko „Pogromca Dżabersmoka” i jego kontynuacja okazały się wystarczająco dobre, by poświęcić im czas i energię. Jeśli pojawi się nowy, naprawdę dobry pomysł, to z przyjemnością się za niego zabiorę. Kręcenie filmów, pomimo stresów, to dla mnie przede wszystkim ogromna frajda.

    Jędrzeju, czy masz inne pasje?
    Lubię gotować, spacerować i robić zdjęcia. Uwielbiam też wymyślać gry – karciane, kościane i inne. Ciekawi mnie w tym zarówno projektowanie w programach graficznych, jak i obliczanie prawdopodobieństw czy samodzielne testowanie gier w symulatorze. Nie mam jeszcze prawie żadnych sukcesów w tej dziedzinie, a prezentowanie gier ludziom bywa stresujące. Dogadywanie się z wydawcami to dla mnie koszmar. Aktualnie mam już dojrzały projekt gry kościanej o nazwie „Cave People”. Mam szansę go dobrze dopracować, bo we wtorki w łódzkim pubie Goblin spotykają się twórcy i testerzy. A to dla mnie bezcenne. Chciałbym po prostu wyprodukować mały nakład gry i samodzielnie zająć się wszystkim, od początku do końca.

    Życzę więc powodzenia.


    Udostępnij