• Szanowni Państwo,

    chciałbym podzielić się historią, która od jakiegoś czasu sprawia, że z niepokojem wychodzę z domu. Uważam, że może wręcz stanowić zagrożenie dla mnie i innych osób.

    W drodze do pracy dość regularnie spotykam mężczyznę, który wyprowadza swojego psa bez smyczy i kagańca. Otwiera furtkę i pozwala psu swobodnie wybiec na ulicę. Zwracałem wielokrotnie mu uwagę. Zmienił więc godzinę wychodzenia z psem, aby unikać konfrontacji.

    Niedawno wyszedłem o innej niż zwykle porze. Szedłem zamyślony i nagle przede mną pojawił się pies. Ten pies, oczywiście bez smyczy. Bardzo się przestraszyłem. Zwierz podbiegł do mnie, obwąchał nogę, a po chwili zaczął warczeć i szczekać. Może wyczuł zapach kota, którego jestem właścicielem? Nie wiem, ale zachowywał się tak, jakby chciał mnie ugryźć. Dodam, że nie jest to malutki piesek typu york. Sięga mniej więcej do kolana.

    Uważam, że właściciel nie zareagował w odpowiedni sposób, zresztą nie pierwszy raz. Zamiast szybko podejść i odciągnąć psa, próbował go przywołać z daleka. Pies raczej średnio go słucha. I tak to dokładnie wygląda za każdym razem, kiedy się spotykamy: pies podbiega, szczeka, warczy, a właściciel, idąc kilka metrów za nim, woła go po imieniu i… tyle. Pies odchodzi dopiero, gdy pan podejdzie bliżej i podniesie na niego głos. Z kolei na zwracane uwagi mężczyzna nie odpowiada. Zawsze milczy i ani razu mnie nie przeprosił.

    Kiedyś zostałem ugryziony przez innego psa. Sytuacja była analogiczna. Pies zaatakował mnie na oczach właściciela, który nie zdążył zareagować. Otworzył furtkę, wypuścił psa na ulicę, a ten podbiegł  i ugryzł mnie w nogę. Takie sytuacje wywołują więc we mnie ogromny lęk…

    Nachodzą mnie refleksje, co by było, gdybym miał swojego psa i wyszedłbym z nim na spacer? A gdyby szedł ktoś z małym dzieckiem? Ono w przeciwieństwie do mnie nie stanie nieruchomo (co i tak nie zawsze chroni przed atakiem), a wystraszone zacznie krzyczeć i wykonywać gwałtowne ruchy. Co wtedy? Co w sytuacji, gdy pies wybiegnie komuś prosto pod samochód? Może pan myśli, że o tak wczesnej porze ruch jest mały, ale któregoś dnia może się niemiło zdziwić…

    Postępowanie mężczyzny świadczy moim zdaniem również o tym, że ma w nosie własnego psa. Przecież jemu też może stać się krzywda. Może zostać pogryziony przez inne zwierzę. Może ktoś go potrącić. Ktoś w strachu, broniąc się, może potraktować go np. gazem pieprzowym. Już nie wspomnę, że może trafić się jakiś degenerat, który zrobi mu krzywdę z nudów albo w ramach samosądu…

    Uważam, że to zachowanie skrajnie nieodpowiedzialne, samolubne, a wręcz bezczelne, biorąc pod uwagę brak reakcji i przeprosin. Zostawiając jednak kwestię braku empatii i kultury, jest jeszcze kwestia prawna. Czy właściciele nie mają przypadkiem obowiązku wyprowadzania swoich pupili na smyczy?

    Proszę o informację, jakie przepisy regulują spacery z psami oraz jakie działania można podjąć w przypadku takiego nieodpowiedzialnego, niereformowalnego właściciela?

    Czytelnik

    Udostępnij

    Dodaj komentarz