• 27 marca w Hucie Dłutowskiej interweniowała Fundacja dla Szczeniąt Judyta we współpracy z Powiatowym Inspektoratem Weterynaryjnym, policją, przedstawicielami Urzędu Gminy Dłutów oraz Łódzkiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Teraz sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Pabianicach.

    Przypomnijmy, że pierwsze informacje o interwencji w pseudohodowli psów rasowych przy ul. Pabianickiej w Hucie Dłutowskiej pojawiły się w mediach społecznościowych Fundacji Judyta w piątek, 27 marca.

    „Na miejscu zastaliśmy dużą liczbę psów. Ich stan, warunki oraz to, co widzimy i czujemy, mówią bardzo wiele. To jeden z tych widoków, których nie da się zapomnieć” – opisywali wówczas działacze.

    Kontrowersje pojawiły się już na samym początku akcji. Służby musiały długo czekać na wpuszczenie na teren posesji i rozpoczęcie czynności. Jednak, kiedy zaczęły działać…

    „Warunki, które tu zastaliśmy, są skrajnie trudne. Stężenie amoniaku szczypie w oczy i odbiera oddech. Nawet osoby pracujące na miejscu, lekarze weterynarii czy funkcjonariusze co chwilę muszą wychodzić na zewnątrz, żeby zaczerpnąć powietrza. A one… siedzą tam cały czas. Zamknięte w klatkach, często łączone w pary. Żyją tylko po to, by rodzić kolejne szczenięta, kolejne życia, które można sprzedać” – relacjonowali wolontariusze.

    Opis ten potwierdziła naszej redakcji Amanda Chudek, prezeska Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Łodzi, która była obecna na miejscu interwencji. W pomieszczeniach, w których przetrzymywano czworonogi, panowało wysokie stężenie amoniaku i brakowało odpowiedniej wentylacji (okna były pozamykane). Zwierzęta były brudne i zamknięte w klatkach. Nie miały przygotowanych legowisk, a rzucone na podłogę… płyty OSB, całe wilgotne od moczu.

    Od 15 lat jeżdżę po hodowlach i schroniskach większych niż w Hucie Dłutowskiej. Nigdzie jednak nie było takiego smrodu. Jedno z gorszych miejsc, jakie kiedykolwiek odwiedziłam – podsumowała w rozmowie z NŻP prezes łódzkiego TOZ Amanda Chudek.

    Okazuje się, że na wspomnianej posesji znajdowała się nie jedna hodowla, a trzy. Dwie – ze skrajnie zaniedbanymi psami – należały do 73-letniej kobiety. Jedna – z warunkami lepszymi, nie zagrażającymi życiu, ale wciąż do poprawy – do córki seniorki.

    Na facebookowym profilu „Judyty” zamieszczony został filmik z konfrontacją z właścicielką pseudohodowli. „Od naszej przedsiębiorczyni w tym wszystkim pada pytanie, czy te warunki naprawdę są takie złe? Jak można tego nie widzieć? Jak można patrzeć na te psy i nie dostrzegać cierpienia i strachu?” – czytamy w podpisie nagrania.

    Panią prezes łódzkiego TOZ zapytaliśmy o kwestię dostępu czworonogów do wody i pożywienia.

    Psy nie były zagłodzone, ale ich dieta nie była odpowiednia i wystarczająca. Woda z kolei była brudna, wręcz zielona, trzymana w jakichś beczkach – mówi Chudek.

    Zwierzęta – pieski małych ras – były oferowane do sprzedaży w internecie jako „tanie” lub „bez rodowodu”, a mimo to (i warunków w jakich przebywały) ceny były wciąż „pokaźne”, bo wynosiły kilka tysięcy złotych.

    Ostatecznie z Huty Dłutowskiej odebrano wszystkie czworonogi starszej z pań (35 psów) i 6 należących do młodszej. Obie kobiety zrzekły się praw do tych zwierząt. W przypadku 73-latki nie było to konieczne. Ze względu na rozmiar zaniedbań i tak zostałyby jej zabrane.

    W rozmowie z Urzędem Gminy w Dłutowie dowiedzieliśmy się, że ze strony mieszkańców wcześniej nie było niepokojących zgłoszeń w sprawie pseudohodowli.

    „Interwencja była bardzo trudnym i poruszającym doświadczeniem. Warunki, jakie zastaliśmy na miejscu oraz stan zwierząt, były wstrząsające i wymagały natychmiastowej reakcji. Urząd Gminy podchodzi do takich zgłoszeń z empatią i pełnym zaangażowaniem, działając we współpracy z odpowiednimi służbami i kierując się przede wszystkim dobrem zwierząt” – brzmi stanowisko Gminy.

    Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Łodzi złożyło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Sprawą zajmie się teraz Prokuratura Rejonowa w Pabianicach. Po badaniach weterynaryjnych okazało się, że psiaki są nie tylko zaniedbane, ale również chore.

    To dopiero początek – jak podkreślają działacze „Judyty”, którzy opiekują się odebranymi zwierzętami i w przyszłości będą wydawać je do adopcji. Na razie przed nimi długi proces leczenia oraz socjalizacji.

    „Ogromne podziękowania dla inspekcji weterynaryjnej z Pabianic. Ich profesjonalizm i wielkie serce do zwierząt pomagają nam pomagać nie pierwszy raz. Dziękujemy” – podsumowali wolontariusze Fundacji dla Szczeniąt Judyta.

    foto: fundacja

    Udostępnij

    Dodaj komentarz