• Seweryn Grambor, twórca popularnej strony na FB „Pabianice – ocalić od zapomnienia”, w styczniu spełnił swoje marzenie. Miłośnik historii wraz z żoną Anną odwiedził Kambodżę.

    Podzielił się z nami wspomnieniami z tej eskapady.

    Są takie miejsca na świecie, które nosimy w sobie od dzieciństwa. Dla mnie jednym z nich była Kambodża, a dokładniej świątynia Angkor Wat, symbol potęgi imperium Khmerów i jeden z największych cudów architektonicznych świata. To największa religijna budowla globu, misternie zaprojektowana jako symbol kosmosu i świętej góry Meru, zdobiona setkami metrów płaskorzeźb i wyposażona w zaawansowany, jak na swoje czasy, system hydrotechniczny. Zbudowana z milionów ton kamienia, transportowanych z odległych kamieniołomów, do dziś zadziwia precyzją wykonania. Jej zachodnia orientacja wskazuje, że mogła pełnić również funkcję grobową.

    Na początku tego roku razem z żoną Anną postanowiliśmy spełnić swe marzenia i wyruszyć w podróż do Kambodży. Droga nie była jednak prosta. Brak bezpośrednich połączeń lotniczych sprawił, że pierwszym przystankiem był Bangkok. Planowaliśmy dalszą podróż autokarem przez granicę tajsko-kambodżańską, jednak z powodu trwającego konfliktu zbrojnego w rejonie jednej ze świątyń granicznych byliśmy zmuszeni zmienić plany. Spędziliśmy dwa dodatkowe dni w Tajlandii, po czym polecieliśmy azjatyckimi liniami lotniczymi do Phnom Penh, stolicy Kambodży. W Phnom Penh zobaczyliśmy Pałac Królewski ze słynną Srebrną Pagodą, Pomnik Niepodległości oraz Muzeum Tuol Sleng, poświęcone ofiarom brutalnego reżimu Czerwonych Khmerów i Pol Pota. To miejsce trudne, ale niezwykle ważne dla zrozumienia historii kraju. Odwiedziliśmy także Wat Phnom, najstarszą świątynię w mieście, od której pochodzi nazwa stolicy.

    Kolejne dni poświęciliśmy zwiedzaniu legendarnego zespołu świątyń Angkoru, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W czasach świetności imperium Khmerów kompleks ten składał się z ponad 400 budowli, otoczonych siecią kanałów, dróg, pól uprawnych i potężnych murów obronnych. Wśród odwiedzonych przez nas miejsc znalazły się m.in. Bayon z charakterystycznymi kamiennymi twarzami, piramidalna świątynia Baphuon, Taras Słoni, Taras Trędowatego Króla, Południowa Brama Angkor Thom oraz oczywiście Angkor Wat. Szczególne wrażenie zrobiła na nas świątynia Ta Prohm, część Angkoru pozostawiona niemal w całości siłom natury. Potężne drzewa wyrastają tam wprost z kamiennych murów, a ich korzenie oplatają kolumny i dachy dawnych sanktuariów. To właśnie tutaj kręcono sceny do filmu „Tomb Raider” z Angeliną Jolie.

    Wybraliśmy się również do Koh Ker, zapomnianej, dawnej stolicy państwa Khmerów, położonej głęboko w dżungli. Zobaczyliśmy tam nieodrestaurowane świątynie porośnięte dziką roślinnością, w tym imponującą Prasat Thom, wznoszącą się na około 30 metrów ponad okoliczny las. W drodze powrotnej odwiedziliśmy Beng Mealea, świątynię leżącą przy dawnym królewskim trakcie, dziś również niemal całkowicie pochłoniętą przez naturę.

    Kambodża wciąż pozostaje jednym z bardziej „dziewiczych” krajów Azji. Turystyka dopiero się tu rozwija, a codzienne życie toczy się własnym, niespiesznym rytmem. To jeden z nielicznych krajów świata funkcjonujących w systemie dwuwalutowym – ceny podawane są jednocześnie w rialach i dolarach amerykańskich. Co ciekawe, próżno tu szukać restauracji McDonald’sa. Zamiast tego można spróbować lokalnych specjałów, w tym smażonych tarantul, świerszczy czy szarańczy. My jednak najchętniej sięgaliśmy po owoce – mango, pitahaję, rambutany czy jackfruity, które smakowały wyjątkowo intensywnie. Codziennie piliśmy też świeżą wodę kokosową.

    Podczas sześciodniowego pobytu każdego dnia pokonywaliśmy pieszo kilkanaście kilometrów. Zachwyciły nas nocne iluminacje – po zmroku niemal wszystko jest tu podświetlone. Odwiedziliśmy plantację pieprzu, farmę krokodyli oraz pływające wioski na największym jeziorze kraju Tonle Sap. Ludzie mieszkają tam w domach na palach lub bezpośrednio na łodziach, dostosowując się do zmiennego poziomu wody, który w porze suchej wynosi około jednego metra, a w porze deszczowej sięga nawet dziesięciu metrów. To obraz, który na długo pozostanie w naszej pamięci.

    Angkor Wat i cała Kambodża zrobiły na nas ogromne wrażenie – nie tylko skalą zabytków, ale też harmonią między historią, przyrodą i codziennym życiem mieszkańców. To podróż, która na zawsze pozostanie w naszych sercach i potwierdziła jedno: marzenia naprawdę warto spełniać.

    foto: zbiory własne

    Udostępnij