• 31-letni Pierre Deruyter postanowił przejechać rowerem z Francji do Pabianic, rodzinnego miasta swojej mamy.

    Wyprawę rozpoczął 2 maja w Armentières w północnej Francji, skąd pochodzi jego ojciec. Po dwóch tygodniach i pokonaniu ponad 1500 kilometrów dotarł do Pabianic. Nasza redakcja spotkała się z Pierrem w samo południe 14 maja przy kościele NMP na ul. Zamkowej. Towarzyszyli mu dwaj przyjaciele, którzy dołączyli do niego podczas podróży: Baptiste Arbonel i Guilhem Alessis.

    Na cyklistów czekała rodzina Piotrka, bo tak 31-latka nazywają bliscy. Nie zabrakło uścisków, radości i powiewających na wietrze flag, oczywiście polskiej i francuskiej. Na zdjęciach uwieczniliśmy moment przyjazdu rowerzystów oraz ich spotkania z rodziną Pierre’a.

    Pomysł tej niezwykłej wyprawy narodził się podczas spotkania towarzyskiego. Trasa z Francji do Polski miała dla Pierre’a wyjątkowe, symboliczne znaczenie. To właśnie tę drogę 38 lat temu pokonała jego mama Anna, wyjeżdżając do Francji. Rowerowa podróż stała się więc nie tylko sportowym wyzwaniem, ale także hołdem dla rodzinnych korzeni.

    Pierre wraz z bratem Alexandrem spędzał wakacje u pabianickich dziadków, Gabrieli i Jerzego Madalińskich, w bloku przy ul. Skłodowskiej. Dzięki temu dobrze poznał nasz język, kulturę, obyczaje i kuchnię. Dziś 31-latek świetnie mówi po polsku i bez problemu odnajduje się w tutejszych realiach.

    W pierwszej kolejności zapytaliśmy Pierre’a, jak minęła ta długa trasa.

    Super. Wyjechałem 2 maja z Francji. Przez dwa dni jechałem sam. Potem w Belgii dołączył do mnie kolega. Dalej były Niemcy, Czechy i Praga. Tam spaliśmy i dołączył do nas drugi kolega. Później dotarliśmy do Polski i przez Wrocław w końcu tutaj – opowiedział.

    Który etap okazał się najtrudniejszy?

    Odcinek z Czech do Polski, przez góry, gdzie nachylenie wynosiło nawet 15-17 procent. Na rowerach mieliśmy po 8-9 kilogramów, więc było ciężko. Do tego zimno, na granicy były może 2-3 stopnie. Trudny był też etap w Niemczech, gdzie przez cały dzień padał deszcz i było około 5-6 stopni. Przejechaliśmy wtedy 130 kilometrów w „wodzie” i naprawdę zmarzliśmy. Ale daliśmy radę. Pogoda była chyba najgorsza. Myślałem, że w maju będzie lepiej – przyznał. I dodał: – Góry są wspaniałe. Między Niemcami a Czechami było pięknie, podobnie między Czechami a Polską. Europa jest po prostu piękna.

    Podczas całej wyprawy rowerzyści nie złapali ani jednej gumy. Sprzęt wytrzymał wymagającą trasę, choć po dotarciu do Pabianic opony były już wyraźnie zużyte. A jak poradziło sobie ciało? Po uczestnikach podróży właściwie nie było widać zmęczenia.

    Od trzech, czterech dni zaczynam odczuwać ból, ale każdego ranka robiliśmy gimnastykę – powiedział Piotrek.

    Warto dodać, że sportowa pasja 31-latka nie wzięła się znikąd. Zaszczepił ją dziadek Jean-Marie Deruyter, który od około 40. do 88. roku życia był kolarzem amatorem. Droga, którą właśnie pokonał jego wnuk, jest także uczczeniem 90. urodzin seniora, przypadających w tym roku.

    Do Francji panowie wracają w niedzielę, tym razem samolotem i pociągiem. Teraz zwiedzają Pabianice. Odwiedzili już kościół NMP oraz blok, w którym mieszkali dziadkowie Pierre’a. W planach mają również wizytę w Łodzi.

    Pierre Deruyter, choć pochodzi z Armentières, dziś mieszka w Paryżu i pracuje w amerykańskiej firmie Procter & Gamble. Ma na swoim koncie wiele sportowych wyzwań oraz udział w amatorskich etapach Tour de France. Mimo życia we Francji nigdy nie zapomniał o swoich polskich korzeniach. Do Pabianic wraca kilka razy w roku.

    foto: red.

    Udostępnij