Będziemy mieć „najdroższy kibel w Polsce”?

Jak donosiliśmy w wydaniu naszej gazety z 29 czerwca, podczas absolutoryjnej sesji Rady Miejskiej politycy wykłócali się o… miejską toaletę.

To właśnie projekt zmian budżetu zawierający środki na kontynuację projektu szaletu przy targowisku na ul. Moniuszki wzbudził najwięcej emocji. Kontrowersje wywołało 300 tys. zł na „Budowę budynku targowiska wraz z szaletem miejskim – II etap”.

– Fundamenty, cztery ściany, ze dwa okna, dach, dwie muszle, pisuar, dwie umywalki, drzwi – 300 tysięcy złotych. Przypomnę, że w 2017 roku jeden z naszych portali informował, że ten projekt kosztował nas już 400 tysięcy. Teraz dołożymy do tego 300 tysięcy i, powiem brzydko, będziemy mieć najdroższy kibel w Polsce za 700 tysięcy – stwierdził radny Piotr Różycki z PiS-u. – Naprawdę nie można zrobić tego taniej? Ja przypomnę panu prezydentowi jego słowa z tego roku: „Podjąłem decyzję, żeby nie zwiększać już kwoty na budowę szaletu ze względu na rozchwianie rynku budowlanego. Musimy poczekać aż się unormuje. Nie wykluczam, że miasto kiedyś dołoży, ale w chwili obecnej ten szalet kosztował łącznie ponad 300 tysięcy, a pierwotnie miało być 3 razy mniej. Nie mam zamiaru składać radnym propozycji dołożenia kolejnych pieniędzy do remontu szaletu miejskiego”.

Radny PiS podkreślił jednak, że miejska toaleta jest bardzo potrzebna, ale jej kwoty porażają.

– Za 300 tysięcy można w Pabianicach kupić całkiem niezłe mieszkanie – zauważył. – Jestem ciekaw, co tam ma powstać za taką sumę. Poproszę o szczegółową wycenę. Czy są już oszacowane roczne koszty utrzymania takiego szaletu?

Prezydent Grzegorz Mackiewicz i wiceprezydent Marek Gryglewski zdementowali wyliczenia Różyckiego, przedstawiając szereg potrzeb i prac, jakie muszą być wykonane w związku z szaletem. W grę wchodzi m.in. wykonanie instalacji gazowej, wodociągu, kanalizacji sanitarno-deszczowej, ścian działowych, stolarki wewnętrznej, elektryki, utwardzenia terenu, ocieplenia i otynkowania ścian czy białego montażu, którego będzie więcej niż twierdził radny PiS. 

– Pomieszczenia administracyjne, toaleta dla niepełnosprawnych, toaleta dla obsługujących targowisko, magazyn na rzeczy, duża toaleta dla handlujących z podziałem na mężczyzn i kobiety. Tak, żeby jednocześnie z toalet mogło korzystać do 10 osób, bo takie są zapotrzebowania na rynku – wymieniał prezydent Mackiewicz. – Zakres jest trochę większy niż pan Różycki wymieniał, ale zgadzam się, że wycena toalety budzi wątpliwości. To jest dużo pieniędzy, ale według inżynierów i obecnych kwot na rynku, tyle wychodzi. Były trzy opcje: albo rozbieramy to, co istnieje i stawiamy coś nowego, albo sprzedajemy w takim stanie w jakim jest dzisiaj i próbujemy zlokalizować nowy szalet na rynku, albo próbujemy go dokończyć. Zdecydowaliśmy, że rozbiórka i nowa budowa byłyby droższe niż dokończenie.

Stanowisko swojego kolegi z klubu poparł radny Włodzimierz Stanek.

– Na szalet już wydano 400 tysięcy. Ale na co, skoro tam na miejscu nic nie ma oprócz stanu surowego, nieotynkowanych ścian i dachu, który trzeba będzie zamontować od nowa – pytał szef klubu PiS. – Projekt nazwany jest „etap II”. Przypomnę, że budowa trwa już 12 lat. Mam nadzieję, że etap II potrwa krócej. Niedobrze, że mieszkańcy tyle czekają na tak potrzebną inwestycję, ale nie można jej wykonać taniej, na przykład własnym sumptem?

Kwoty (400 tysięcy), jaka miała być do tej pory wydana na budowę szaletu, nie potwierdzili prezydenci. Według nich była niższa.

Przetarg na dokończenie szaletu ma być ogłoszony w lipcu.