• Jestem dobrym przykładem, że można uciec do, a nie z Pabianic – mówi 19-letni Krzysztof Kalwas, który jako społecznik i członek sztabu WOŚP związał się mocno z naszym miastem. 

    Ma 19 lat, chodzi do ostatniej klasy technikum. Interesuje się szeroko rozumianym projektowaniem graficznym, fotografią, designem i sztuką, a także tanim podróżowaniem, zagadkami logicznymi oraz wszelkimi możliwościami rozwoju. Na co dzień przygotowuje się do matury, bierze udział i organizuje akcje społeczne oraz charytatywne. Wyniki tych akcji widać właśnie w Pabianicach, które stały się centrum jego działań.

    Jakbyś miał sam się przedstawić w dwóch, trzech zdaniach osobie, która cię nie zna i nic o tobie nie wie, to co byś powiedział?

    Jestem Krzysiek, jeśli potrzebujesz jakiegoś grafika, fotografa, managera czy przewodnika, pisz śmiało. Prawdopodobnie widzieliśmy się już podczas jakiejś akcji, imprezy, wydarzenia lub koncertu, a jeśli nie, to na pewno się to niedługo zmieni. 

    Określasz się mianem „społecznika”. Wszyscy znamy definicję tego słowa, ale jest ona dość obszerna, niekonkretna i rozmyta…

    To „zajęcie” staje się czasem wręcz dodatkowym etatem. Może nazwałbym to nawet stylem życia. Przez cały dzień w głowie krążą pomysły: co można zorganizować, czego brakuje nam w codziennym życiu, gdzie trzeba coś poprawić, jak zrobić coś lepiej… Wszystkie te myśli przychodzą z rozmów z innymi ludźmi, ich potrzeb. Wtedy napakowani energią startujemy z projektami i robimy coś dla społeczeństwa. Każde wydarzenie sprawia, że chcemy jeszcze bardziej zorganizować kolejne.

    Polityka, wolontariat, społecznictwo, a może jeszcze coś innego. Co jest ci najbliższe? Co daje najwięcej radości, satysfakcji i spełnienia?

    Chyba wszystko się ze sobą przeplata. Społecznictwo udowadnia mi, jak ważny jest wolontariat, a ten z kolei pokazuje braki i potrzeby zmian w polityce. Tak naprawdę każda z tych dziedzin wzajemnie się uzupełnia, a ja czerpię z nich te najlepsze aspekty, które dają mi zastrzyk dopaminy i adrenaliny. Możliwość zorganizowania czegoś, wprowadzenia zmian  i pomoc innym. Lubię, kiedy jest trochę ciężej, dlatego też zacząłem działać w Pabianicach. W Łodzi, z której pochodzę, może i jest więcej różnych wydarzeń, ale to tutaj jest większa satysfakcja z wykonanej pracy. Lata temu, kiedy zaczynałem działać w tym mieście, zobaczyłem, że jest tu masa pozytywnych i chętnych do działania osób, z którymi można zorganizować coś nowego. Z czasem zacząłem przyjeżdżać tu coraz częściej i teraz nie wyobrażam sobie być gdzieś indziej.

    W październiku pożegnałeś się z partią Nowa Lewica i stowarzyszeniem Młoda Lewica. Zdradzisz powody tej decyzji?

    De facto nigdy nie byłem członkiem partii, ale długo współpracowałem z jej członkami. To była ciężka decyzja, ale już długo chodziła mi po głowie. Zauważyłem w pewnym momencie, że walka o nasze wartości ustąpiła wewnętrznym konfliktom. Zrobiłem kilka kroków w tył, ale nie mogłem ulegać każdemu tupnięciu nóżką, teoretycznie bardziej doświadczonych i dojrzałych koleżanek i kolegów z partii. W październiku udało nam się choć odrobinę przywrócić normalność w Polsce. Uznałem, że czas działać dalej tam, gdzie mam możliwość tworzenia zmian, bez wewnętrznych przepychanek i współpracować z organizacjami pozarządowymi. Taki przyjemny detoks.

    Jak zaczęła się i wyglądała twoja polityczna droga?

    Swoje początki polityczne zacząłem w 2019 roku z Wiosną, która później weszła w skład Nowej Lewicy. Tam też zacząłem działać w Przedwiośniu, które później zarejestrowaliśmy jako stowarzyszenie. Po kilku miesiącach zmieniliśmy nazwę na Młoda Lewica, a ja zostałem koordynatorem okręgowym. Chciałem zmiany w Polsce. Już wcześniej chodziłem na marsze i strajki, ale potrzebowałem poczucia sprawczości. Wtedy gdzieś w internecie znalazłem Wiosnę, która głosiła postulaty bardzo bliskie moim poglądom, przyszedłem na spotkanie otwarte i tak się wszystko zaczęło. To była świetna przygoda, które wiele mnie nauczyła.

    Co młode osoby przyciąga do polityki? Czy w polityce zdominowanej przez osoby dojrzalsze jest miejsce dla młodych?

    To zależy. Będąc absolutnie szczerym, są posłowie, których całe zespoły składają się z młodych osób, mają one możliwość się tam rozwijać i wprowadzać swoje pomysły w życie. Są też radni czy nawet prezydenci, którzy widzą w młodych konkurencję. Kogoś kogo trzeba odsunąć, bo za głośno wyraża własne zdanie i nie boi się mówić odważnie o zmianach. To, co nas pociąga w polityce, to marzenie o przebiciu tego betonowego muru, zbudowanego przez te same osoby zajmujące te same stanowiska przez wiele lat. To marzenie o przebiciu ich bańki i pokazaniu, że świat nie składa się tylko ze smutnych panów w garniturach. Niektórym z nas już się to udaje, jestem z nich bardzo dumny. 

    Bliskie ci są problemy kobiet i osób LGBT. Skąd tyle zaangażowania na rzecz pań? Dlaczego ważna jest dla ciebie walka o prawa LGBT?

    Jedną z najważniejszych dla mnie wartości w życiu jest równość. Nikt z nas nie podejmował decyzji: jestem kobietą czy mężczyzną, identyfikuję się jako osoba hetero czy homoseksualna, piszę lewą czy prawą ręką, jestem w spektrum autyzmu czy mam niepełnosprawność ruchową, i tak dalej. Hejt, przemoc fizyczna i psychiczna, szowinizm, poszanowanie, akceptacja, życzliwość – to są decyzje, przed jakimi stajemy każdego dnia. Dla mnie wybór jest oczywisty.

    Gdybyś musiał wybrać jedną aktywność, którą możesz się zajmować do końca życia, to która by to była?

    Nie lubię takich pytań, bo ograniczanie się do jednej rzeczy to mój najgorszy koszmar (śmiech). Może powiem ogólnie, że byłoby to jakieś zajęcie kreatywne.

    Z jakiego osiągnięcia jesteś najbardziej dumny? 

    W 2022 roku brałem udział w warsztatach z kompetencji miękkich zorganizowanych przez Fundację MyFuture. Przez trzy  dni szkoliliśmy się wyłącznie po angielsku, aby ostatniego dnia rozwiązać problem przygotowany przez firmę PWC. Dotyczył on głównie tematów inkluzywności w firmie. Moja drużyna Saturn stworzyła najlepszy projekt według jury, dzięki czemu wygraliśmy wyjazd do Kopenhagi. Mieliśmy tam spotkania w międzynarodowych firmach z przeróżnych dziedzin, mogliśmy dowolnie zwiedzać miasto i poznać tamtejszą kulturę. Tamte wydarzenia były punktem wyjściowym do wielu innych moich warsztatów i wyjazdów, a także pozwoliło mi to znaleźć jakiś pomysł na siebie. Na pamiątkę zrobiłem sobie swój pierwszy tatuaż, którym jest właśnie planeta Saturn. Przypomina mi, że jeśli będę chciał, to mogę osiągnąć wszystko.

    Skąd masz tyle zapału, zaangażowania i energii? Jak znajdujesz na wszystkie działania czas?

    To bardzo dobre pytanie. Sam chciałbym poznać na nie odpowiedź. Czasem sam sobie mówię, że przydałoby się trochę przystopować, ale mnie to po prostu niesamowicie jara. Napędza mnie satysfakcja, kiedy uda się coś zrobić, możliwość rozwoju, uśmiechy innych albo nasze własne. Poświęcam temu każdą możliwą minutę, więc inne aspekty życia trochę na tym cierpią. W trakcie Finału WOŚP lepiej nie wchodzić do mojego mieszkania (śmiech)

    Porozmawiajmy o działalności w sztabie WOŚP Pabianice. 32. Finał za nami. Jaki nastrój po orkiestrowym weekendzie?

    Niesamowity, jak zawsze. Udało mi się już trochę odpocząć, choć ta cała pozytywna energia płynąca od ludzi zostanie ze mną przez cały rok, aż do kolejnego Finału.

    Czy wszystko poszło zgodnie z planem?

    Po trzech latach organizowania Finałów WOŚP udało nam się wypracować świetne schematy pracy, dzięki czemu wszystko działa jak w zegarku. Ale dalej jesteśmy ludźmi. Było kilka małych potknięć, jednak na tyle nieznaczne, że już dawno zapomniałem, co to było.

    Jakie emocje towarzyszyły ci w trakcie Finału?

    Stres, adrenalina, skupienie, euforia, radość, ekscytacja, satysfakcja.

    Czym zajmujesz się w sztabie?

    Jestem w sztabie medialnym, który działa pod okiem Asi Pietrzak. Odpowiadam za treści na Facebooku i Instagramie, grafiki do mediów społecznościowych i druku, a także za komunikację z wami, mediami. To są moje „główne” zadania. Współdzielę je z Olą, Julką, Ines, Błażejem i Piotrkiem, którzy tworzą sztab medialny. Kiedy zbliża się weekend finałowy, moja pula zadań się zdecydowanie rozciąga, jak wszystkich członków sztabu. 

    Zdradzisz w kilku zdaniach, jak wygląda praca sztabu? Jak organizuje się tak dużą imprezę?

    Myślę, że o tym moglibyśmy nawet napisać książkę (uśmiech). O kolejnym Finale zaczynamy myśleć jeszcze przed weekendem bieżącego. Pierwsze spotkanie organizujemy mniej więcej w pierwszej połowie października i od tego momentu wiemy, że zaczyna się ciężka praca. Trudno jest mi dokładnie opisać krok po kroku, jak się wszystko odbywa, bo w sumie nie mamy kolejnych punktów do odhaczenia na liście rzeczy do zrobienia. Ustalamy, jakie wydarzenia robimy, szukamy koordynatora i działamy. Są imprezy, które samoistnie się rozrastają, jak na przykład tegoroczna RetroFiesta. Niektóre powstają z kilku wymienionych zdań i żartów, jak siatkówka w przebraniach. Wybierając główną gwiazdę, zawsze szukamy osób lub zespołów, które będą najbardziej atrakcyjne dla pabianiczan i nie tylko. Zależy nam na tym, żeby każdy był zadowolony i znalazł coś dla siebie, a, niestety, budżet mamy ograniczony. Wszystko jest finansowane przez naszych partnerów, od gwiazdy i sceny, przez materiały promocyjne i jedzenie, aż po najzwyklejsze białe kartki i długopisy. 

    Co jest najtrudniejsze w pracy przy takim przedsięwzięciu?

    Zdecydowanie ograniczony czas. Zawsze jest go za mało, ale jakoś udaje nam się zmieścić w 24-godzinnej dobie.

    O ile pobijemy w tym roku rekord?

    Już 3 kwietnia ogłosimy, ile Pabianice zebrały podczas 32. Finału. Mogę jedynie zachęcić do śledzenia naszych mediów społecznościowych i odliczania do tej daty. Ważne, żeby była to jak największa kwota, która zasili oddziały pulmonologiczne w całej Polsce. Więcej nie zdradzam (śmiech).

    Macie już plany na 33. Finał WOŚP w naszym mieście?

    Oczywiście, że tak. Na razie jednak skupiamy się na organizacji spotkania podsumowującego 32. Finał.

    Gdzie widzisz się za kilka lat?

    Na pewno na studiach, dalej organizując projekty dla młodych. Może ogólnopolsko, a nawet międzynarodowo… Jestem otwarty na to, co przyniesie czas i co uda mi się wypracować samemu oraz z przyjaciółmi. Bez nich daleko nie zajdę. Założyliśmy wspólnie stowarzyszenie „W Niewielkim Mieście”.

    Czym ono jest? Czym się zajmujecie?

    Stowarzyszenie stworzyliśmy z potrzeby działania. To dla nas narzędzie do pracy z ludźmi i dla ludzi, kiedy tylko przyjdzie nam do głowy jakiś pomysł. W zarządzie jestem ja, Michał Pietrzak, Asia Michalska-Szmytke i Asia Pietrzak, a w komisji rewizyjnej Ola Zmysłowska, Piotrek Bandzierz i Błażej Dziedziczak. Poznaliśmy się przy okazji różnych wydarzeń, a teraz chcemy wspólnie tworzyć własne. W naszych projektach skupiamy się na zdrowiu psychicznym, promowaniu życia w mniejszych miejscowościach oraz tworzeniu wydarzeń kulturalnych. Chcemy nie tylko pomagać i edukować innych, ale również organizować preteksty do spotkań ze znajomymi, na przykład przy dobrej muzyce. 

    Jakie masz plany na przyszłość, jeżeli chodzi o działalność w Pabianicach?

    Chciałbym rozwijać stowarzyszenie „W Niewielkim Mieście”, które założyliśmy z przyjaciółmi kilka miesięcy temu. Uwielbiam małomiejski klimat i spokój, o który ciężko w takich miastach, jak Łódź, Warszawa czy Poznań. Nie jest to też żadna bariera do rozwoju dla młodych ludzi, o czym chciałbym ich uświadamiać. Chyba jestem dobrym przykładem, że można uciec do Pabianic, nie z nich uciekać. Myślę też, że czas wprowadzić trochę świeżego powietrza, młodego punktu widzenia do rady naszego miasta. Może czas na radnego urodzonego po 2000 roku…?

    Czego ci życzyć?

    Żeby mi się nigdy nie skończyły pomysły.

    Niech tak będzie. Wszystkiego najlepszego i dziękujemy za rozmowę. 

    rozmawiała: Klaudia Kardas

    foto: zbiory własne

    Sfinansowano z KWW Projekt Pabianice.

    Udostępnij