• 34-letni pabianiczanin jeździł skradzioną toyotą, dopóki nie zabrakło w niej paliwa.

    4 marca policjanci z drogówki pojechali na ul. 20 Stycznia, gdzie miał stać nieprawidłowo zaparkowany pojazd. W trakcie sprawdzania w policyjnych systemach czerwonej toyoty okazało się, że auto zostało wcześniej skradzione.

    Do przestępstwa doszło 7 lutego 2024 roku w Pabianicach. Pokrzywdzony zgłosił kradzież samochodu, którego wartość wycenił na 18.000 złotych. Zgłaszający nieprawidłowe parkowanie przyznał, że osobówka stanęła przy bloku mieszkalnym 2 marca i od tej pory nikt nią nie jeździł. Funkcjonariusze dokonali oględzin pojazdu, który następnie został przekazany właścicielowi – relacjonuje sierż. sztab. Agnieszka Jachimek.

    Kryminalni namierzyli sprawcę przestępstwa. Do zatrzymania doszło w jego mieszkaniu drugiego dnia po odzyskaniu utraconego mienia. 34-latek był zaskoczony wizytą funkcjonariuszy. Przyznał się do kradzieży.

    Twierdził, że, idąc pieszo ulicą, zauważył zaparkowany samochód, a w nim w tylnej kieszeni drzwi kluczyk. Ponieważ auto było otwarte, wyciągnął go i przesiadł się na siedzenie kierowcy. Następnie uruchomił silnik i odjechał. Pabianiczanin jeździł autem, dopóki nie zabrakło w nim paliwa. Wówczas je porzucił pod blokiem znajdującym się przy jednej z ulic w Pabianicach. Potem kilkakrotnie wracał do samochodu, by posłuchać w nim muzyki – dodaje rzeczniczka policji.

    Mężczyzna usłyszał już zarzut kradzieży. Za popełniony czyn grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.

    foto: policja

    Udostępnij